Romans – skąd się bierze?

Moje początkowe wpisy były dość grzeczne, delikatne. Ale nie dotykałem poważnych problemów. Kończy się czas ochronny i pora przejść do konkretów 🙂

Dziś przeanalizuję skąd się biorą romanse. Oficjalnie – nikt i nigdy. Statystycznie kilkadziesiąt procent. Nie będę się tu zastanawiał jaka jest prawdziwa liczba, ale skupię się na procesie, którego końcowym efektem jest romans. Nie oskarżam, nie oceniam – nic co ludzkie nie jest nam obce i powinniśmy o tym normalnie rozmawiać 🙂

Jeśli wasz zależny związek  trwa już wiele lat, i jeśli z partnerem masz coraz mniej wspólnych rzeczy, ale macie wspólne zobowiązania – dzieci, czy kredyty – to twoje poczucie odpowiedzialności spowoduje, że trwasz w tym związku. W takich okolicznościach możesz odczuwasz uwiązanie, smutek, może nawet poczucie uwięzienia.

Jeśli odczuwasz potrzebę autonomii, niezależności, radości, sprawiania sobie przyjemności, a dodatkowo Twoje potrzeby namiętności, intymności, bliskości są niezaspokojone od dłuższego czasu, to bardzo prawdopodobne, że już dawno nie czujesz się szczęśliwa w swoim związku.

Jeśli tak się czujesz i jeśli odczuwasz potrzebę bycia atrakcyjną i zauważaną kobietą, i jeśli „bywasz wśród ludzi”, to na pewno pojawią się „okazje”. Twoje niezaspokojone potrzeby domagają się atencji – dlatego jesteś teraz dużo bardziej wrażliwa (otwarta) na nowych mężczyzn.

Obraz9

 

Czasami on będzie wyglądał jak Apollo, ale czasami może być „przeciętnym” facetem – to co ich łączy, to fakt, że zwrócili na Ciebie uwagę. Dostrzegają w Tobie ciekawą, atrakcyjną kobietę i głośno to manifestują. Możesz się opierać przez jakiś czas, nawet przez długi. Możesz nie wykorzystać pierwszej okazji, ale wtedy pojawi się poczucie żalu, że nie spróbowałaś. Czyli potrzeby przeżycia przygody, ekscytacji również nie zostaną zaspokojone.

Prędzej czy później ulegniesz, ale nie dlatego, że jesteś zła osobą. Dzieje się tak dlatego, że twoje POTRZEBY nie były zaopiekowane od bardzo, bardzo długiego czasu. Potrzeby szacunku, bycia zauważoną, docenioną i wiele innych ważnych potrzeb, które przez lata czekały i prosiły, a potem „krzyczały” o zaopiekowanie.

Romans najczęściej jest efektem zaniedbań w związku które trwają od wielu lat, a nie, często mylnie, rozpatrywany jako początek kryzysu – tak jest „łatwiej” dla partnera w domu, to „wszystko twoja wina”. Jednak jest to tylko odwrócenie uwagi od prawdziwych przyczyn kryzysu w relacji – brak świadomości swoich potrzeb, brak rozmów na ten temat, a przede wszystkim brak działań, aby je zaspokoić.

Co dalej? To w następnym poście…

Pułapka bycia miłym – cz. 3

Dziś zakończę temat problemów z asertywnością w związku. Mój dzisiejszy materiał, to inspiracja artykułem Adrianny Kłos (artykuł ukazał się w lipcowym numerze „Charaktery”).

Jeśli od małego uczono nas, a zwłaszcza dziewczynki, żeby były miłe i grzeczne, a dodatkowo stawiamy dobro drugiego człowieka wyżej niż nasze własne ( z powodów kulturowych, wiary, itp.), to skutkiem będzie to, że więcej koncentrujemy się na drugim człowieku, niż na sobie. Jeśli koncentrujemy się na drugiej osobie, to automatycznie rezygnujemy z siebie – nie ma już na nas czasu…

Jeśli rezygnujemy z siebie to oznacza to, że nie zaspakajamy właśnie swoich potrzeb – z tego, z czasem, rodzi się frustracja. Kluczowe są kolejne wydarzenia, a bardziej oczekiwania. Jeśli oczekujesz, że druga osoba odpłaci ci tym samym (opieką) i jeśli oczekujesz, że druga osoba domyśli się twoich potrzeb to mamy przepis na „piękną katastrofę”.

 

Obraz8

W związku z tym, że najczęściej partner ani się nie domyśla, ani sam z siebie ci nie odpłaci, to pojawi się w tobie (prędzej czy później) poczucie skrzywdzenia. Jeśli dołożymy do tego pojawiające się coraz częściej poczucie gniewu na partnera i jeśli zaczniemy wręcz unikać osoby, która nas „skrzywdziła”, to naturalnym skutkiem tej sytuacji jest spadające poczucie własnej wartości. Na końcu tego „procesu’ dochodzi jeszcze do głosu bardzo silny i negatywny bodziec, z którego najczęściej nie zdajemy sobie sprawy.

Otóż duża część osób, buduje poczucie własnej wartości na bazie oceny przez partnera, a nie wypływający z swojego wnętrza, swoich kompetencji, swoich atrybutów. Jest to bardzo ważna okoliczność, która ma na nas bardzo silny, destrukcyjny wpływ. Jeśli go dodamy do tego wszystkiego co nam się już wydarzyło, to na końcu powstaje bardzo negatywny skutek – tracimy szacunek dla siebie.

Jeśli rysunek jest niezrozumiały, to zapraszam do obejrzenia krótkiego filmku – czytam i wyjaśniam 🙂


Całość nie wygląda najlepiej 🙁

Co można zrobić, aby to zmienić? Klucz do rozwiązania leży w pierwszych dwóch (dolnych) boxach. Trzeba zmienić ich charakter.

Pułapka bycia miłym – cz. 2

W poprzednim poście pisałem, starałem się pokazać, że bycie miłym i opiekowanie się zbyt duże swoim partnerem raczej skończy się źle dla kobiety.

Dziś, trochę przewrotnie, pokażę, że inne rozwiązanie tez może mieć negatywne skutki dla kobiety.

Początek jest ten sam – kobieta jest zakochana, jest w związku zależnym i jestem osobą, która lubi, potrzebuje troszczyć się o najbliższych. Jedyna różnica jest taka, że mężczyzna jest silnym człowiekiem, samodzielnym – spójrzmy co się wydarzy, jeśli nie będzie potrzebował wsparcia, rad ze strony wrażliwej i empatycznej kobiety.

Jeśli mamy do czynienia z takim mężczyzną, to niestety, dość często się to łączy, że taki facet zwyczajnie nie traktuje kobiety jako Partnera – brak tu chęci wysłuchania, szacunku, pokory. Jeśli tak jest to zdanie kobiety, jej potrzeba pomocy, zaopiekowania się a przede wszystkim współuczestniczenia i dzielenia się będzie praktycznie zawsze niezaspokojona.

Mężczyzna z czasem coraz bardziej się oddala, coraz więcej rzeczy będzie dzieliło, a nie łączyło. Kobieta zostaje zaś na końcu z dużą ilością niezaspokojonych potrzeb, a co za tym idzie frustracja, smutek, itp.

Obraz7

 

Jakie są rozwiązania w takiej sytuacji? Wydaje się, że dwa równoległe działania.

Z jednej strony rozmowa z partnerem i wyjaśnienie swoich potrzeb. Z drugiej strony, zajęcie się swoim życiem – znalezienie swoich pasji, hobby, dobrego spędzania czasu, własnego rozwoju. Celem jest zaspokajanie swoich potrzeb, tych na które mam bezpośredni wpływ. Tam gdzie nie mam wpływu – drugi człowiek – mogę tylko głośno zasygnalizować i czekać na odpowiedź drugiej strony.

Jeśli tekst, grafika są niezrozumiałe, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku, w którym czytam gałąź i dodaje komentarze:


 

W kolejnym poście pokażę jak do tematu „bycia miłym” podchodzą i opisują psycholodzy, terapeuci.

Pułapka bycia miłym – cz. 1

Naszą wycieczkę po zakamarkach relacji i związków zacznę od czegoś lekkiego 🙂

Temat, który w Polsce dotyczy 99% kobiet – ten brakujący 1% to chyba osoby niezdolne do emocji.

Chodzi o bycie miłym…opiekuńczym, empatycznym, wspierającym i pomagającym. Praktycznie wszystkie panie mają to zakodowane, aby tak właśnie się zachowywać. Już od pierwszych dni swojego życia, a potem przez całą edukację i dorastanie ciągle słyszą „bądź miła i pomocna”. Brzmi bardzo „miło”, ale do czego to doprowadza?

 

Jesteśmy zakochani, w zależnym związku, kobieta ma potrzebę opieki więc daje z siebie bardzo dużo. Jeśli partner okazuje się osobą mało zaradną – a to się zdarza – to kobieta całą swoją emocjonalnością chcę mu jak najbardziej pomóc. Jeśli partner w dalszym okresie nie rozwija się, nie zmienia się, nie przejmuje odpowiedzialności za własne życie to w tę rolę – odpowiedzialność za partnera – wchodzi mocno kobieta. Coraz częściej i w coraz większej ilości obszarów, zwyczajnie wyręcza partnera.

Jeśli sytuacja ta trwa przez dłuższy czas to kobieta ma co raz mniej czasu dla siebie – nie zaspokaja swoich potrzeb, ambicji. Marnuje mnóstwo czasu na partnera, który najczęściej nawet nie okazuje jej wdzięczności za jej pracę, zaangażowanie, pomoc dla niego. On zaś nie potrafi (może mu się zwyczajnie nie chce) wesprzeć swoją partnerkę w realizacji jej marzeń.

Skutek jest taki, że kobieta jest sfrustrowana – brakiem czasu dla siebie, poświęceniem swojego życia dla partnera (pewnie też dzieci), brakiem szacunku i wdzięczności ze strony partnera za udzieloną mu pomoc. Coraz częściej łapie się na tym, że liczy już tylko na CUD – że coś się zmieni….

Obraz6

Czy ten cud się zdarzy? Hmmm, może….Myślę, jednak, że warto zająć się sobą i samemu coś zrobić. Co? Mogę dać tylko pewne wskazówki:

  • Konieczność odsunięcia się od robienia za partnera (podobnie jak z małym dzieckiem) – musimy się usunąć, aby sam się nauczył
  • Mentoring, ale tylko do pewnego czasu
  • Docelowo, tylko postawa coachingowa – gwarantuje stały rozwój partnera i coraz mniej zajętego czasu 🙂

Jeśli tekst lub grafika są niezrozumiałe, to zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku, w którym czytam gałąź i dodaje komentarze:


Cała powyższa sytuacja pokazuje, że „bycie miłym” nie popłaca dla kobiety. W następnym poście pokażę jednak, że „niebycie miłym” najczęściej też nie przynosi kobiecie spełnienia.

Do refleksji:

  • czy żyjesz w takiej relacji?
  • czy odczuwasz trudy takiej relacji?
  • czy próbowałaś coś zmienić?
  • czy artykułowałaś głośno swoje potrzeby i fakt, że nie masz czasu, aby je zaspokajać?
  • co zamierzasz z tym zrobić w najbliższej przyszłości?

Zależny związek – jego negatywne konsekwencje

W poprzednim poście napisałem o pozytywnych aspektach bycia w zależnym związku – każdy przechodzi przez ten etap i można znaleźć tam wiele cudownych chwil, sytuacji, zaspokojenia wielu potrzeb.

W poprzednim poście pokazałem Wam – na duży poziomie ogólności – jak tworzą się zaś negatywne sytuacje związane ze zbyt długim przebywaniem w tym etapie. Związek, jak ludzie go tworzący, powinien naturalnie wzrastać, zmieniać się, rozwijać. Ale w praktyce jest to często bardzo trudne, wręcz niemożliwe.

Dlaczego?

Jest wiele, bardzo wiele przyczyn takiego stanu – wszystkie oczywiście związane są z obiema osobami, które tworzą ten związek. Każdy coś do niego wnosi. Na początku wiele dobrego, z czasem dochodzi też wiele niepożądanych rzeczy. Określenie „niepożądane” jest może zbyt surowe – wszystko co wnosimy ze sobą, ma jakiś potencjał. To zależy od nas, od naszej pracy, czy przyniesie to więcej dobrego, czy złego.

Do tych obszarów, które mogą negatywnie wpłynąć na związek należą:

  • Brak umiejętności rozmawiania o swoich emocjach
  • Nieznajomość i brak umiejętności rozmawiania o swoich potrzebach
  • Trudne, nieprzepracowane dzieciństwo
  • Niechęć do poważnych rozmów
  • Niechęć do rozwoju osobistego

Jakie więc mogą być negatywne skutki przebywania wiele lat w zależnym związku? Jest ich naprawdę dużo i w kolejnych postach będę je dokładnie opisywał. Teraz tylko wymienię najbardziej oczywiste:

  • Uzależnienie od drugiego człowieka – utrata własnej wolności
  • Zanik poczucia sprawczości, samodzielności
  • Częsta walka o dominację, , wykorzystywanie się nawzajem
  • Wzajemne ranienie się, które może trwać przez wiele lat
  • Samotność w związku
  • Wieloletnia frustracja często prowadząca do depresji

Jak już wspomniałem to zagadnienie dotyczy 99% związków – duża część tych osób zwyczajnie nie wie, że można inaczej. Postaram się dać kilka wskazówek. Wszystkie wymagają wyjścia ze strefy komfortu – nie ma nic za darmo, nie ma drogi na skróty. Na coś dobrego trzeba w życiu zapracować. Ale nagroda na końcu jest warta tej wyprawy 🙂

Do refleksji:

  • Czy jesteś, byłaś w takim związku zależnym, z takimi negatywnymi konsekwencjami?
  • Jak myślisz, dlaczego tak się stało? Co jest powodem, dla którego jesteśmy (byliście) w tym etapie?
  • Co zrobiłaś, co robisz, aby to zmienić?
  • Czym się kierujesz w swoich działaniach? Chęciami, potrzebami, chęcią rewanżu?

Związek zależny – jak powstają pierwsze negatywne aspekty?

Jeśli jesteśmy w zależnym związku już dłuższy czas – 3-5 lat (ale jeszcze nie jest bardzo źle) – to zdajemy sobie sprawę, że część moich ważnych potrzeb jest od dłuższego czasu niezaspakajana. Są to wolność, niezależność, samostanowienie.

Jeśli te potrzeby proszą, a może już nawet krzyczą, aby się nimi zająć, to może się zdarzyć, że coraz częściej pojawia się myśl, że związek przestał mi dawać tak dużo dobrego, jak to było na początku.

W tym etapie ludzie zaczynają się coraz częściej kłócić o drobne rzeczy, coraz częściej dostrzegają, że partner nie jest „idealny” – to naturalny okres, etap. Powodem jednak nie jest partner tylko nasze niezaspokojone potrzeby, o których piszę powyżej. Jeśli jednak nie jesteś ich świadoma, to będziesz podejmowała nieskuteczne i niepotrzebne działania, aby poprawić bieżącą sytuację.

W tym okresie może się już zdarzać, że partner staje się wręcz przeszkodą do realizacji własnych celów, marzeń – czy to w sferze osobistej, czy zawodowej. Twoje potrzeby wybierania własnych celów oraz własnej drogi ich realizacji mogą być blokowane przez partnera.

Dzieje się tak, ponieważ on odczuwa podobnie – jego potrzeby wolności, niezależności, itp. są również niezaspakajane. Ale w związku, z tym, że oboje nie jesteście tego świadomi, nie potraficie rozmawiać o swoich emocjach, a tym bardziej potrzebach, to konsekwencją tych braków są zachowania negatywne, takie jak: deprecjonowanie, krytyka, złośliwości, brak szacunku.

Skutkiem tego jest sytuacja, gdzie coraz więcej ranimy siebie – coraz mniej jest miłości, co raz więcej rywalizacji, walki o dominację w związku.

Skutkiem tego jest „brak powietrza” – bliżej nam do poczucia więzienia niż szczęścia.

Obraz5

 

Zdaję sobie sprawę, że gałąź tego procesu, tych etapów jest bardzo dużym uproszczeniem. Musiałem jednak pokazać Wam „całość” („big picture”). W kolejnych postach będę starał, z chirurgiczną precyzją, omówić miliony niuansów, które ukryte się między tymi boxami, strzałkami, itp.

Jeśli tekst lub grafika są niezrozumiałe, to zapraszam do obejrzenia tego krótkiego filmiku, na którym czytam gałąź i dodaje komentarze:

 

Do refleksji:

  • Czy widzisz negatywne konsekwencje swojego, zależnego związku?
  • Jak długo już to trwa?
  • Jak czujesz się z tym?
  • Co robiłaś, aby to zmienić?
  • Czy jesteś świadoma jakie Twoje potrzeby są niezaspakajane w Twoim zależnym związku?
  • Czy rozmawiałaś, rozmawiasz o nich ze swoim partnerem?

Pozytywne aspekty „zależności” w związku

W poprzednim poście omówiłem jak się tworzy zależność w relacji, teraz kilka słów komentarza.

Proces budowania zależności – wybaczcie mi takie określenie – w zależności od partnerów może trwać od dwunastu do dwudziestu czterech miesięcy.

Kluczowe są tu chyba dwie rzeczy – zaufanie i bezpieczeństwo – jeśli partner swoim zachowaniem nie zbuduje, nie zaspokoi nam obu tych potrzeb, to może się okazać, że nigdy nie dojdzie do fazy zależności. Związek może się wcześniej rozpaść.

Ważne – przez ten etap (zależność) przechodzą praktycznie wszyscy, to naturalne środowisko w nowo powstałym związku. Nie przechodzą przez niego tylko bardzo dojrzali partnerzy, świadomi swoich potrzeb i z dużym doświadczeniem w związkach oraz dobrym ich przepracowaniem. Ale to temat na późniejszy post.

Jakie są pozytywy bycia w zależnym związku?

  • Poczucie „kochania i bycia kochanym”
  • Troska i opieka nad drugim człowiekiem
  • Poczucie „bycia zaopiekowanym”
  • Poczucie bezpieczeństwa, wsparcia, przyjaźni
  • Poczucie „jedności”, „bratniej duszy”
  • Pozytywny wpływ na codzienne życie
  • Realizowanie wspólnych pasji – podróżowanie, gotowanie, itp.

Coś jeszcze? Napiszcie, na pewno jest tego dużo więcej 🙂

 

Jest to bardzo dobry, często wręcz cudowny okres naszego życia, naszego związku. To z tego okresu pochodzi najwięcej, najpiękniejszych wspomnień. Celebrujmy, przeżywajmy, „chwilo trwaj”.

Jak wspomniałem na początku, czas trwania tej zależności to około dwa lata. Wszystko co dobre, słodkie, bezpieczne, po jakimś czasie, zaczyna jednak być zwyczajnie….nudne. Wszyscy poszukujemy bezpieczeństwa i spokoju, ale jeśli związek ma być „gorący” to bezpieczeństwo nie jest wskazane – ten dylemat, konflikt pojawia się w każdym związku.

Kiedy czujemy, że od jakiegoś czasu tak właśnie się dzieje, to moment na to, aby przejść do kolejnego etapu naszego związku – jednak tak dzieje się tylko w przypadku 1% związków. Pozostałe 99% zostaje tu praktycznie na zawsze i… bardzo tego żałuje. Ale o tym już w kolejnych postach…

Do refleksji:

  • Jakie korzyści widziałaś podczas tego etapu związku dla siebie, dla relacji?
  • Co powodowało, że było więcej przyjemnych momentów, uniesień?
  • Jak długo trwał ten etap u Ciebie?
  • Co robiłaś, aby trwał dłużej?

 

Związek zależny

Dopiero od niedawna widzę coraz więcej artykułów, książek, które stosują to określenie. A bardzo szkoda, że tak mało się u nas o tym mówi, ponieważ problem ten dotyczy 99% związków.

Na czym polega, jak powstaje?

Zaczynam nowy związek, pojawia się naturalna chemia, zauroczenie. Moje potrzeby intymności, namiętności, bliskości są zaspakajane – czuję się bardzo dobrze. Jeśli mamy do czynienia z takim początkiem to naturalne jest, że chcemy spędzać z tym człowiekiem co raz więcej czasu. Jeśli podczas wspólnych spotkań dobrze, bardzo dobrze nam mija czas – moje potrzeby bliższego poznania, rozmowy są zaspakajane, a dodatkowo partner wykazuje dużo zainteresowania moją osobą – dba o nas, wspiera, doradza, pomaga, to kolejnym etapem jest, że chęć dzielenia się z nim coraz większym obszarem swojego życia.

 

Z czasem, po kilku miesiącach, jesteśmy coraz bardziej „połączeni” – tworzymy więź, często przyjaźń, pomagamy, wspieramy się nawzajem w coraz większej ilości obszarów – może nawet we wszystkich. Jeśli wszystko wygląda tak dobrze, to kolejną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest fakt pojawienia się odpowiedzialności za drugiego człowieka – żyjemy jego radościami, żyjemy jego smutkami, wspieramy go w problematycznych sytuacjach – to samo robi on. Z czasem zdaję sobie sprawę, że jest mi coraz trudniej podjąć decyzję bez skonsultowania jej z nim.

Jeśli tak się dzieje, to kolejnym etapem jest poczucie „jedności”, „zlania się w jeden byt” – praktycznie wszystko robimy wspólnie. Każdy z partnerów zrezygnował z części siebie – nie ma czasu na osobiste pasje, hobby, nie ma praktycznie osobnych wyjść – zawsze wychodzimy razem, do jego lub moich znajomych. Rozmawiamy, konsultujemy ze sobą praktycznie wszystkie obszary naszego życia – spraw rodzinnych, zawodowych i oczywiście wspólnych planów.

Nawet się nie zorientowałam, kiedy stałam się zależna od partnera…

Obraz4

 

Ile czasu to zajmuje? Jakie są korzyści? Zapraszam do kolejnego postu 🙂

Do refleksji:

  • Czy przeżyłaś, a może jesteś teraz w takim związku?
  • Czy przeszłaś przez wszystkie te etapy?
  • Czy czas ten wspominasz pozytywnie, czy negatywnie?
  • Czy Twoje potrzeby były wtedy zaspakajane?
  • Czy Ty dbałaś o potrzeby swojego partnera?
  • Jak długo trwał ten pozytywne etap Waszego związku?

Od czego zacząć zmianę?

Usiądź na dłuższą chwilę w ciszy i spokoju i zrób listę potrzeb, które są dla Ciebie najważniejsze w związku. Jeśli masz z tym problemy to służę pomocą – to Lista_potrzeb_Empathic_Way przygotowaną przez NVC. Po wypisaniu kilkunastu najważniejszych dla Ciebie – w obecnej chwili – rekomenduję zrobić listę 10 najważniejszych, wg hierarchii ważności (Twoje TOP 10).

Zastanów się potem, które z nich są zaspakajane, a które z nich już dawno nie były. Skoncentruj się na tych drugich i pomyśl, co możesz zrobić, aby je zaspokoić.

Aby wszystko było jasne i zrozumiałem, to stworzyłem listę ważnych (dla mnie) potrzeb w związku. Są to:
• Bliskość, intymność, namiętność
• Radość, bezpieczeństwo
• Dzielenie się z partnerem, potrzeba empatii i wsparcia
• Potrzeba szczerości, zaufania, szacunki
• Potrzeba inspiracji, przyjaźni, ale też samostanowienia

Po połączeniu ich w związki przyczynowo-skutkowe powstaje nam taka Gałąź, wyjaśniająca nam, czemu czujemy się szczęśliwi w tym związku.

 

Obraz3

 

To jest wersja idealna – nie zdarza się za często 🙂

Jeśli nie wszystko jeszcze jest zrozumiałe z tematu – zaspokajanie potrzeb = szczęście – to zobaczcie mój materiał z tego tematu:

 

Czym więcej pięter tym większe ryzyko, że czegoś w końcu zabraknie, a to z kolei zacznie zmniejszać nasze szczęście. Ale to już na inne posty…

Wracaj do swojej listy z potrzebami (TOP 10), co jakiś czas – szanuj siebie, zasługujesz, aby Twoje potrzeby były zaspakajane. Z takim samym szacunkiem podejdź też do potrzeb swojego partnera 🙂
Niestety, życie pokazuje, że problem nieświadomości i nierozmawiania o swoich potrzebach dotyczy 99% par.

Do refleksji:

  • Czy znasz swoje potrzeby związane z pracą zawodową?
  • Czy wśród Twoich koleżanek znasz kogoś, kto świadomie kieruje się swoimi potrzebami?
  • Czy kierowanie się swoimi potrzebami jest „dobre”?
  • Czy widzisz różnicę między kierowanie się swoimi potrzebami a egoizmem?

Nie zaspakajamy swoich potrzeb

Co się dzieje, gdy nie zaspokajamy swoich potrzeb w związku?

Czy w takiej sytuacji jest możliwe odczuwanie szczęścia?

 

Jeśli nie znam swoich potrzeb i jeśli nie potrafię o nich rozmawiać, to nie mogę czuć się szczęśliwa w związku. I jeśli ten stan trwa przez długi czas (długie lata), to musi się pojawić smutek, frustracja, złość, osamotnienie, a przede wszystkim obwinianie siebie i partnera. Bardzo często obwinianiem jest „sposobem”, aby samemu czuć się zwolnionym od pracy nad relacją – „ja jestem ta/ten dobra (-y)”. Wszystko byłoby dobrze, gdyby tylko partner robił to czy tamto, zachowywał się tak, a nie inaczej.

Wszyscy chyba znamy te wymówki…

Jeśli przez długi czas nic nie będziemy z tym robić, to  nasze zdrowie psychiczne będzie złe, a to zaś wpłynie na nasze zdrowie fizyczne (objawy somatyczne). Idziemy do lekarza ratując nasze ciało – a to duszą powinniśmy zająć się przede wszystkim, bo tu tkwi przyczyna problemu.

Poniżej Gałąź Logiczna prezentująca całą sytuację – jak czytać? Po prawej stronie strony krótką instrukcję „Jak czytać Gałąź?”

Obraz2

 

 

A wszystko zaczyna się od nieznajomości swoich potrzeb i braku umiejętności komunikowania swoich emocji, potrzeb. Ale w związku z tym, że od przyczyny (brak znajomości potrzeb) do skutku (brak szczęście, podupadanie zdrowia) upływa wiele lat, to nie potrafimy określić dostrzec prawdziwych przyczyn swoich chorób, którymi zawsze są emocje, niezaspokojone potrzeby.

Zaczynamy się leczyć, przyjmujemy coraz więcej lekarstw, itd . – leczymy skutki (symptomy), a nie prawdziwą przyczynę.

Do refleksji:

  • Czy znasz swoje obecne potrzeby?
  • Kiedy ostatni raz myślałaś o swoich potrzebach?
  • Jak często świadomie zaspokajasz swoje potrzeby?
  • Jak często głośno mówisz o swoich potrzebach – przed sobą, partnerem, czy dziećmi?
  • Kiedy mówiłaś głośno o swoich potrzebach w pracy?