Czy zakończyć swoje małżeństwo? Cz. 3

Dziś zakończę analizę założeń i zatrzymam się nad niektórymi nowymi obszarami, które zawsze pojawiają się przy analizie założeń.

Przeanalizujmy zatem dolną część chmurki i założenia stojąca za potrzebami

Nie chcę zakończyć małżeństwa, a moimi potrzebami za tą decyzją są: poczucie bezpieczeństwa, akceptacji społecznej, ochrony przed stresem, bezpieczeństwa dla dzieci, uratowanie małżeństwa.

 

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Tylko pozostanie w związku da mi poczucie bezpieczeństwanaprawdę?
  2. Tylko pozostanie w małżeństwie spowoduje, że będą akceptowana przez rodzinę i przyjaciół naprawdę?
  3. Tylko pozostanie w związku uchroni przed stresem związanym ze zmianą dotychczasowego życia
  4. Tylko pozostanie w związku da spokój i szczęście moim dzieciom
  5. Tylko pozostanie w związku da je mi szansę naprawienia małżeństwa

 

To założenia, argumenty logiczne, stojące za żądaniami.

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

Żadne z pięciu założeń nie jest w pełni prawdziwe. Taka sytuacja – nieprawdziwe założenia – ma bardzo często miejsce.

Może być wiele powodów – założenia kiedyś były prawdziwe, ale to było wiele lat temu, ale my ich nie zweryfikowaliśmy. Kolejnym powodem jest funkcjonowanie wg pewnych przekonań, takich jak; „zadaniem kobiety jest opieka nad rodziną, mężem”, „raz zawarte małżeństwo trzeba kontynuować aż do śmierci”, „kobieta, która odeszła jest zła”, itp., itp. – jest tego mnóstwo, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak dużo. To są uwarunkowania kulturowe – obecne wszędzie.

To co jest ważne, to uświadomienie sobie, że są to właśnie TYLKO założenia, a nie FAKTY.

Spójrzmy zatem na założenie nr 2.

Czy jest to prawda? Zawsze prawda, w każdych warunkach prawda? Oczywiście nie. Ale załóżmy choć na chwilę, że jest to prawda, to pojawiają się automatycznie kolejne pytania;

  • Jaki jest koszt zabiegania o akceptację społeczną?
  • Jak będę się czuła, gdy praktycznie całkowicie zrezygnuję ze swoich potrzeb?
  • Czy będę w stanie być szczęśliwa, spełniona, spokojna jeśli postawię innych ludzi na pierwszym miejscu, przed sobą?
  • Czy jestem w stanie zawsze sprostać oczekiwaniom otoczenia?
  • Co to znaczy być dobrą żoną, akceptowaną przez otoczenie żoną?
  • Czy jestem w stanie żyć w taki sposób przez następne -naście, -dziesiąt lat?

Przeanalizujemy w taki sam sposób założenie 3

  • Czy stres, w którym żyję obecnie jest większy, mniejszy od stresu związanego ze zmianą?
  • Czy stres, który przeżywam w obecnym małżeństwie jest akceptowalny przez -naście kolejnych lat?
  • Czy stres związany ze zmianą będzie bolesny? Jak bardzo? Skąd wiem, skoro nigdy tego nie przeżyłam?
  • Czy stres związany ze zmianą będzie trwał -naście lat?

To tylko przykładowe pytania, które powinniśmy sobie postawić przy tych założeniach. Rekomenduję zrobić tak z każdym założeniem.

My, w Polsce, mamy tendencję do jak najszybszego rozwiązania konfliktu. W innych kulturach znana jest praktyka „pomyślę nad tym, daj mi trochę czasu” – podczas tego czasu właśnie tak trzeba pomyśleć. Zmierzyć się w pełni z rzeczywistością, obnażyć jej słabości (nieprawidłowe założenia) i znaleźć potencjalne rozwiązania.

Przejdźmy do zdefiniowania założeń otwierających

Oto one:

  1. Tylko pełna naprawa relacji może dać poczucie bezpieczeństwa w tym małżeństwie
  2. Tylko będąc „dobrą żoną” można liczyć na pewną akceptację, trzeba jednak dostosować się do oczekiwań
  3. Zostanę w „znanym piekle” – tylko naprawa związku może zlikwidować to piekło
  4. Tylko naprawa związku spowoduje, że może pojawić się szczęście, co wpłynie na dzieci
  5. Tylko wola obu stron, ciężka praca i otwartość na duże zmiany może dać szansę na naprawienie związku

 

Jaki wniosek płynie z tych założeń?

Tylko ciężka praca obu małżonków może wpłynąć na poprawę jakość związku, relacji. Przez „ciężką pracę” rozumiem ROZMAWIANIE szczere ze sobą. Nazwanie wszystkich problemów i ustalenie konkretnych rzeczy do zrobienia, naprawienia. Tylko tyle i aż tyle.

„A co jeśli tego już próbowałam, wielokrotnie?”

Pamiętajmy, że mamy wpływ tylko na samego siebie. Nie możemy oczekiwać, że nasz małżonek zmieni się dla nas, to musi być jego własna decyzja. Jeśli tego nie chce, to mamy jasną informację. Pytanie, które trzeba sobie postawić, to czy zgodzę na kontynuowanie takiego życia.

Ja chcę jednak przestrzec przed inną wersją. Mężczyźni, dla swojego świętego spokoju, są w stanie obiecać praktycznie wszystko. Powstaje więc pytanie, czy mężczyzna postawi na rozwój, a ważniejsze pytanie jest czy POTRAFI?

Można chcieć, ale zwyczajnie nie potrafić zmienić swoich nawyków, pokonać swoich ograniczeń, zmierzyć się ze swoimi demonami. Bardzo często okazuje się, że bez indywidualnej terapii nie ma co oczekiwać ZMIANY postawy. Kończy się jak zwykle, na słowach, obietnicach, często wzbogaconych o łzy, aby uwiarygodnić swoje dobre zamiary. Po kilku tygodniach, miesiącach zdajemy sobie sprawy, że nie zmieniło się nic.

Terapia dla zdecydowanej większości mężczyzn jest całkowitą abstrakcją, na którą praktycznie nigdy się nie zdecydują. Bądźcie więc ostrożne, drogie Panie – można chcieć, ale nie oznacza to wiedzieć jak. Na końcu zostaniecie z sytuacją, że miną kolejne lata Waszego małżeństwa, które nic nie zmienią – Wasze małżeństwo nadal będzie słabe, czy wręcz złe, a koszty emocjonalne będziecie ponosić Wy i Wasze dzieci.

Możesz się dzielić z innymi tylko tym, co masz. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, będziesz dzielić się nieszczęściem. A kiedy dwie nieszczęśliwe osoby są ze sobą, to ich cierpienie nie podwaja się, lecz staje się kilkakrotnie większe (Osho – Empatia. Najpiękniejszy rozkwit miłości)

Do rozwagi, refleksji…

 

Czy teraz dylemat, konflikt jest już bardziej zrozumiały? Czy analizowaliście swoje konflikty w tak szczegółowy sposób? Czy widzicie nowe obszary, niuanse tego konfliktu, które dopiero teraz wyszły na światło dzienne?

Jeśli tak, to znaczy, że praca została dobrze wykonana. Skoro teraz już rozumiem konflikt, to mogę zacząć szukać jego rozwiązania.

O tym w następnym poście

 

dla M.

Czy zakończyć swoje małżeństwo? Cz. 2

W poprzednim wpisie przedstawiłem konflikt – pokazałem jak rozpocząć dobrą analizę konfliktu, której celem jest pełne ZROZUMIENIE, a dopiero potem szukanie rozwiązania. Obiecałem też, że wejdziemy głębiej w konflikt, jego analizę, bo same wyartykułowanie potrzeb nie jest wystarczające, aby znaleźć dobre rozwiązanie.

To co musimy zrobić w takiej sytuacji to analiza ZAŁOŻEŃ, które mamy dotyczącego swoich żądań i potrzeb. Tutaj muszę jednak zrobić małą pauzę i powiedzieć w dwóch słowach co to są założenia – w naszej kulturze ten temat, obszar, praktycznie nie istnieje i 99% osób w Polsce nie zna i nie rozumie tego zagadnienia – nikogo nie oceniam, po prostu jest to nieobecne w Polsce

Założenie to pewne myśli, skojarzenia, czasami przekonania odnośnie sytuacji, którą obserwujemy. Nasz mózg cały czas podsuwa nam pewne myśli, skojarzenia, oceny – założenia – na temat tej sytuacji, a my później działamy na podstawie tych „myśli”. Problem jest w tym, że najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że te „myśli/założenia” NIE SĄ FAKTAMI. Podejmujemy decyzję na ich podstawie – słowa, czyny – i kiedy ktoś nas pyta dlaczego to zrobiliśmy, to odpowiadamy: „bo wiem”, „bo widziałem”, „bo słyszałem”, „bo znam, bo doświadczyłem” itp., itd. – racjonalizujemy nasze decyzje podjęte na podstawie założeń.

Nasz mózg podsuwam nam cały czas myśli, abyśmy dokonywali skrótów myślowych i szybko podejmowali decyzję – tak nasz umysł jest stworzony i ma to głębokie korzenie w ewolucji, to był i jest nasz mechanizm obronny. Dziś jednak powinniśmy stosować myślenie krytyczne i zakwestionować innych i siebie, pytając: czy na pewno wiem? skąd wiem? Jakie mam dowody? Czy rzeczywiście mam wszystkie informacje na ten temat? Gdzie je mogę zdobyć? Itp., itd.

To tyle, co mogę teraz o tym powiedzieć – to jest temat na kilkugodzinne szkolenie, podczas którego dokładnie wyjaśniam i ćwiczę z uczestnikami. W tej chwili mogę zaprosić tylko do lektury moich postów – poprzez wiele przykładów zobaczycie proces analizy założeń i jak są one ważne w naszym codziennym życiu, zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych.

Wracając do naszego tematu…

W dzisiejszym poście zajmę się górną częścią naszego konfliktu, w kolejnym, jego dolną częścią.

Chcę zakończyć małżeństwo, a moimi potrzebami za tą decyzją są: poczucie wolności, szacunku dla siebie, zadbanie o siebie, własne szczęście (nowy związek), obdarowanie szczęściem swoich dzieci.

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Tylko odejście od męża zapewni mi szczęście naprawdę?
  2. Tylko zakończenie małżeństwa da mi możliwość skoncentrowania się na sobienaprawdę?
  3. Tylko rozwód da mi możliwość uszanowania swoich potrzebczy rzeczywiście?
  4. Tylko rozwód da mi możliwość stworzenia nowego związku i bycia szczęśliwym – naprawdę?
  5. Będąc sama lub w nowym związku będę spokojniejsza i szczęśliwsza – będę lepszą matką – naprawdę?

To założenia, argumenty logiczne, stojące za żądaniami.

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe (aktualne):

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

Żadne z naszych pięciu założeń nie jest w pełni prawdziwe.

Co oznacza, że się mylimy, że nie jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażamy. Oznacza to, że istnieje bardzo duże ryzyko, że jeśli podejmiemy decyzje o odejściu od męża na podstawie tych nieprawdziwych założeń, to prawie na pewno spotkają nas niedługo negatywne konsekwencje tej decyzji. Aby tak się nie stało, musimy przejść do trzeciego kroku, czyli zdefiniowania nowych założeń otwierających, które otworzą nas na jakieś nowe działania, twórcze, konstruktywne.

Oto one:

  1. Tylko wtedy, gdy potrafisz znaleźć szczęście w sobie
  2. Tak, ale jeśli będziesz świadoma co zrobić z tą wolnością, jak dobrze zadbać o siebie
  3. Tylko wtedy, jeśli będziesz świadoma swoich potrzeb i tylko wtedy, gdy będziesz wiedziała jak je zaspokajać
  4. Da możliwość nowego związku, ale tylko pracując nad sobą i nową związkiem stwarzam szanse na powodzenie nowej relacji
  5. Tak, ale tylko wtedy, gdy świadomie zadbasz o swoje potrzeby i poczujesz swoje własne szczęście i będziesz wiedziała jak przekazać ten spokój i szczęście na własne dzieci

W myśleniu krytycznym najważniejsza jest postawa „zatrzymaj się i pomyśl” – tu widać jak na dłoni, że dopiero gdy się zatrzymasz, przeanalizujesz własne założenia, to dopiero wtedy dojdziesz do wniosku, że odejście od męża nie jest rozwiązaniem samym w sobie. Najpierw musisz dokonać zmiany w sobie.

Jeśli tego nie zrobisz, to zwyczajnie zmarnujesz wolność, którą odzyskasz i istnieje duże ryzyko, że będziesz żałowała tego kroku. To zaś może Cię pchnąć w nowe, pewnie nawet gorsze, relacji z nowymi partnerami.

Zanim więc zdecydujesz się na odejście od męża, to poświęć czas i swoją energię na poznanie samej siebie – Kim jestem? Czego potrzebuję? Czym jest dla mnie szczęście? W jakich warunkach czułam się ostatnio szczęśliwa i co mogę zrobić, aby znów tak się poczuć? Bez czego nie mogę obejść się w moim życiu? Takich pytań są dziesiątki – ale trzeba wszystkie je wyartykułować i szczerze na nie odpowiedzieć. (zobacz więcej – post o potrzebach)

To może zająć trochę czasu, ale to inwestycja, która będzie się spłacała przez długie lata – co mamy do stracenia?

Uwaga! Jeśli jesteś w złym, toksycznym, destrukcyjnym związku, to oczywiście trzeba go szybko przerwać, zakończyć. Ale zanim wejdziesz w nowy związek musisz przepracować wszystkie te rzeczy, w swoim sercu i swojej głowie.

 

Do refleksji:

  • Czy jesteś osobą, która szuka szczęścia na zewnątrz czy wewnątrz?
  • Czy znasz swoje potrzeby, wiesz jak zadbać o siebie, jak dać sobie samej szczęście?
  • Spróbuj zdefiniować swoje osobiste założenia i spójrz na krytycznie – czy są prawdziwe? Co należy w nich zmienić?

 

dla M.

Czy zakończyć swoje małżeństwo?

Od dziś rozpoczynam nowy rozdział postów na moim blogu. Dotychczas były to wpisy, w formie gałązek, których celem było pokazanie sytuacji. Bez emocji, chłodno, logicznie, ale prawdziwie.

Od teraz zacznę analizować konflikty, które pojawiają się w tych sytuacjach życiowych. Zajmuje się analizą „sytuacji życiowych” narzędziami TOC od wielu lat i „muszą” mi Państwo wierzyć na słowo, że jeśli sytuacja kończy się negatywnie to znaczy, że gdzieś leży nierozwiązany konflikt. Bardzo często nie zdajemy sobie z niego sprawy. Ale zdarza się również tak, że często jesteśmy jego świadomi, ale nie chcemy go rozwiązać – przez lęk przed konsekwencje, które rozwiązanie konfliktu może przynieść.

Posty, które do tej pory stworzyłem bardzo często pokazywały negatywne skutki codziennych sytuacji w związku – kończyły się źle. Praktycznie w każdej tej sytuacji mamy do czynienia z przynajmniej jednym konfliktem, czasami kilkoma. Niezauważone czy nierozwiązywane tworzą w konsekwencji negatywne skutki. W kolejnych postach będą właśnie nawiązywał do tych sytuacji (postów) pokazując i analizując zawarte tam konflikty. Wierzę, że w ten sposób w pełni zaprezentują temat i pokażę, ile niuansów kryje się pod postacią, wydawałoby się, prostej historii.

Aby wyjaśnić proces analizowania konfliktów i ich próby rozwiązania wezmę dziś na tablicę konflikt, który ma chyba 100% par – prędzej czy później, to pytanie pada:

Czy powinnam zakończyć swoje małżeństwo?

Przyjmuję, że będę analizował ten i kolejne konflikty ze strony kobiety. Dlaczego? Bo w polskiej kulturze mężczyznom jest łatwiej…choćby zakończyć małżeństwo i szybko związać się z nową partnerką czy dotychczasową kochanką. Kobietom „to nie przystoi”, stąd więc dużo więcej ograniczeń, które kobiety napotkają na swojej drodze. Postaram się z nimi rozprawić, pokazując ich błędne wnioskowanie, błędne założenia. Mam cichą nadzieję, że kobiety po analizie znajomych sobie sytuacji, pokazanych zupełnie w innym ujęciu będą w stanie wyjść z zaklętego kręgu niemocy i lęku przed otoczeniem.

Dziś pierwsza część analizy tego konfliktu.

Jedna uwaga. Pracując z konfliktem i stosując myślenie krytyczne koncentrujemy się przede wszystkim na PEŁNYM zrozumieniu konfliktu, a nie na szukaniu szybkiego rozwiązania. Konflikt, który dziś wziąłem pod analizę należy do tych najtrudniejszych, dlatego jego analiza jest złożona, a rozwiązanie może pojawi się dopiero na samym końcu procesu. Zapraszam jednak wszystkich do lektury, gwarantuję Wam naukę na całe życie.

Do analizy posłuży mi drugie narzędzie TOC – Chmurka.  Wygląda tak:

 

Jak się tworzy?

Od prawej do lewej czyli…

„Chcę zakończyć małżeństwo” a z drugiej strony tego „nie chcę”. Aby zrozumieć dlaczego tak chcę/nie chcę, musimy zdefiniować potrzeby. I tak, chcę zakończyć małżeństwo, bo mam następujące potrzeby:

  • Wolność – to wg Osho, najważniejsza potrzeba człowieka. Małżeństwo ze swojej natury od razu zabiera nam wolność. Każdy kto tkwił czy nadal tkwi w złym małżeństwie pierwszą rzeczą jaką pragnie, tęskni, płacze do jest WOLNOŚĆ
  • Szacunku dla siebie – jeśli stawiałam dobro małżeństwa, męża, rodziny, dzieci przed sobą, to ta potrzeba na pewno jest całkowicie niezaspokojona od wielu lat
  • Zadbania o siebie – podobnie jak wyżej, ale tu może pojawić się wiele szczegółowych potrzeb, takich jak: samorealizacji, docenienia, poczucia własnej wartości, akceptacji, miłości (z innym człowiekiem), bezpieczeństwa emocjonalnego, itp. każdy człowiek, każda sytuacja jest inna, zachęcam więc do spokojnego zdefiniowania swoich niezaspokojonych potrzeb
  • Własne szczęście – nie mam go tu, w starym związku. Potrzebuję kochać i być kochana, każdy zasługuje na miłość i szczęście. To jedna z najważniejszych potrzeb nas, ludzi – każdy człowiek MA PRAWO domagać się jej zaspokojenia
  • Dania szczęście swoim dzieciom – jeśli nie masz miłości, szczęścia w sobie, to nie możesz jej dać nikomu innemu. To bardzo często pomijana lub zwyczajnie niezarozumiała potrzeba. Będąc wolna, zakochana, szczęśliwa mam szansę dać szczęście moich dzieciom.

To teraz spójrzmy na potrzeby za pozostaniem w małżeństwie – każdy konflikt/dylemat wewnętrzny ma przynajmniej dwie strony konfliktu. Trzeba z taką samą uważnością przyjrzeć się drugiej stronie:

  • Bezpieczeństwo – znane jest zawsze bardziej bezpieczne. Wyjście ze strefy komfortu dla większości ludzi jest już trudnością nie do przeskoczenia, jest to tak naprawdę właśnie lęk przed utratą właśnie bezpieczeństwa, lęk przed zachwianiem się, straceniem równowagi. W obszarze bezpieczeństwa możemy wyszczególnić kilka szczegółowych potrzeb, takich jak: finanse, opieka nad dziećmi. To już do osobistej analizy.
  • Akceptacji społecznej – tak, tu często leży „pies pogrzebany” – w naszej kulturze kobieta odchodząca od męża jest ta gorsza, jest tą ladacznicą, tą złą. W mniejszych miejscowościach temat praktycznie nie istnieje, bo taka kobieta byłaby skazana na wieczne potępienie. Ale w dużych miastach nadal stanowi to główny problem, główną przeszkodę. Odrzucenie przez rodzinę, przez znajomych, przyjaciół – to dość często spotykane skutki uboczne rozwodu. Tym tematem zajmę się więcej w kolejnym wpisie.
  • Ochrony przed stresem – rozwód, wg wielu badań jest drugim najbardziej stresującym wydarzeniem w naszym życiu (po śmierci bliskiej osoby). Tak, to na pewno stres. Dla małżonków, dla dzieci. Potrzeba ochrony siebie i dzieci staje się tu więc naturalną i zrozumiałą sytuacją. W Polsce też częściej słyszy się o tych złych rozwodach, trudnych sprawach sądowych, bataliach o dzieci czy pieniądze.
  • Bezpieczeństwo dla dzieci – naturalna potrzeba rodzica jest ochrona własnego dziecka przed stresem, przed zagrożeniem. Taka potrzeba więc pojawi się praktycznie zawsze w trakcie zastanawia się nad tym dylematem
  • Uratowanie małżeństwa – wpisałem te potrzebę, gdyż jeśli w ogóle się zastanawiamy nad tym dylematem to ta kwestia, potrzeba musi się pojawić. Dla wielu dorosłych ludzi małżeństwo kojarzy się z „porażką”, z poczuciem własnej winy, własnej ułomności. Dlatego tez wiele osób próbuje wielokrotnie uratować zagrożone małżeństwo – jest to znów naturalna potrzeba.

Wspólny cel? To co chce osiągnąć w tej sytuacji – być szczęśliwa. To nie jest oczywiście rozwiązanie, ale cel do którego dążymy.

 

Mam nadzieję, że konflikt teraz jest bardziej zrozumiały. Po dobrym rozpisaniu potrzeb (spokojnej, głębokiej refleksji) prawie na pewno osiągniemy stan, w którym czujemy się gorzej niż przed rozpoczęciem procesu. Dlaczego tak się dzieje?

Bo wszystkie potrzeby są DOBRE, wszystkie zasługują na zaspokojenie. Ale trudno jest zaspokoić równocześnie 10 potrzeb, nieprawdaż?

Jak więc to rozwiązać?

Zatrzymajmy się na chwilę przy konflikcie. Co to jest? Zobaczcie dostępne definicje, np. w Wikipedii. Ja chcę Wam podać trochę inną – konflikt to sytuacja  w której potrzeby jednej lub obu stron NIE SĄ ZASPOKAJANE przez dłuższy czas. Kiedy tak się dzieje, to jest chęć (żądanie) jak najszybszej jej zaspokojenia. Przy tej chęci pojawiają się emocje, jeśli chęć nie zostanie zrealizowana to emocje rosną – konflikt gotowy. W swojej codzienności koncentrujemy się jednak właśnie na tych chęciach (żądaniach) a nie na potrzebach, które są ukryte, niewidoczne, ale to one są prawdziwymi sprawcami tej konfliktowej sytuacji.

Jeśli więc chcemy dobrze rozwiązać konflikt i mamy do tego odpowiednie narzędzia i jeśli stosujemy postawę myśliciela krytycznego to…powinniśmy koncentrować się tylko na potrzebach.

Czasami, w prostszych konfliktach, po takim rozpisaniu Chmurki od razu widać co należy zrobić, aby szybko zaspokoić potrzeby i zakończyć konflikt.

Przy dużych, trudnych, wieloletnich konfliktach ta sztuka nie jest już taka prosta. Jak widać na tym przykładzie – po rozpisaniu wszystkich potrzeb znalezienie rozwiązanie wydaję się jeszcze trudniejsze niż myśleliśmy na początku. Praktycznie wszystkie te potrzeby przez wiele lat są, były odłożone na bok…teraz więc wszystkie wydają się ważne, najważniejsze.

W kolejnym części pokażę jak sobie radzimy z tym problemem. Jest na to narzędzie, sposób, które w jasnym świetle pokazuje wszystkie nasze błędne założenia, przekonania dotyczące tego, jak innych konfliktów.

Do refleksji:

  • czy stałaś przed takim konfliktem? Jak go rozwiązałaś?
  • czego możemy się nauczyć o sobie po takiej analizie potrzeb?
  • czy jesteś świadoma swoich potrzeb podczas analizowania swoich konfliktów?
  • czy jest sens tak analizować konflikty?

 

Dla M.

Nie jestem Twoją matką

Okres Świąteczny to czas na nadrobienie zaległości w magazynach. I tak wpadła mi w ręce rozmowa z terapeutą Benedyktem Peczko na temat mężczyzny – „synka”, która ukazała się w grudniowym Zwierciadle (12/2016)

Poniższa Gałązka jest moją interpretacją tego wywiadu. Taka uwaga na boku…kiedy robię logiczne gałązki z wywiadów to widać jak na dłoni, że są robione pobieżnie, zbyt ogólnie – czytelnik zostaje z wieloma „dziurami’ w logice, brakuje więc pełnego zrozumienia tematu. Tak było i w tym przypadku – aby gałąź była logiczna musiałem sporo uzupełnić.

Pamiętajcie, że czytamy z dołu do góry, tworząc zawsze zdanie „Jeśli…..(przyczyna)…to…(skutek)”

Kiedy chłopiec w dzieciństwie nie otrzymał wystarczającej ilości troski, czułości, opieki od swojej mamy, i jeśli lista niezaspokojonych potrzeb, których zabrakło w dzieciństwie jest długa, to taki już dorosły mężczyzna będzie szukał kobiety, która zaspokoi te braki, deficyty.

Jeśli znajdzie kobietę, która z kolei ma wyniesione z domu etos opiekowania się mężczyzną, całą rodziną, to z początku wydaję się, że tworzą szczęśliwe małżeństwo.

Taki mężczyzna będzie „kochał” swoją żonę – ale to idzie zawsze w jednym kierunku. Jeśli kobieta, jej potrzeby, nie są traktowane na równi i jeśli taki człowiek potrafi tylko brać, ale nie potrafi dawać, to dość szybko kobieta poczuje, że nie ma oparcia w swoim partnerze.

Jeśli z upływem kolejnych lat widać, że mężczyzna skupiony jest tylko na swoich potrzebach, nie chce tracić swojego błogiego stanu i jeśli mężczyzna będzie stale wywierał presję na większą troskę, zwłaszcza gdy pojawią się wspólne dzieci, to zwyczajnie będzie się czuła przytłoczona ilością opieki, troski, obowiązków, które musi dawać innym.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że próba rozmów o pomoc, partnerstwo ze strony kobiety będzie nieskuteczna – tacy mężczyźni zwyczajnie nie znają koncepcji (modelu) partnerskiego życia. Czasami, cynicznie i świadomie, nie będą chcieli rezygnować ze swoich potrzeb. Innym powodem może być lęk przed wzięciem odpowiedzialności za swoje życie.

Okazuje się, że dopiero groźba zaskoczenia małżeństwa ze strony kobiety jest jedynym sposobem, aby ‘obudzić” takiego mężczyznę. W takich sytuacjach kobiety mogą się spodziewać emocjonalnych szantaży w stylu: „nie potrafię bez Ciebie żyć”, „Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie”, „tak strasznie Cię kocham” – wszystko to jest prawdziwe, ale wg tego samego schematu – tylko w jedną stronę.

Jeśli kobieta będzie wytrwała i zdeterminowana to istnieją dwa scenariusze dalszego przebiegu wydarzeń. Pierwszy, to mężczyzna decyduje się na indywidualną pracę nad swoimi ograniczeniami. I jeśli kobieta jest cierpliwa i może poczekać na jego rozwój, to istnieje szansa na to, że związek uda się uratować.

Drugi scenariusz to pesymistyczna wersja – on czuję lęk przed zmianą i nie podejmuje żadnych kroków. Związek się kończy, choć nie zawsze to oznacza rozwód.

Jeszcze inne rozwiązanie jest takie, że kobieta nie ma sił i cierpliwości, aby czekać na rozwój osobisty męża. Jej niezaspokojone potrzeby przez długie lata też wymagają zadbania – kobieta potrzebuje w końcu żyć dla siebie. Kończy związek i zaczyna samodzielne życie.

A „synek”? Znów mam dwa opcje: najpierw koncentruje się na własnym rozwoju, zmienia swoje życia i znajduje z czasem kobietę z która potrafi już nawiązać partnerską relację. Albo, pesymistyczna wersja, nie robi nic z własnym życiem tylko szuka nowej, kolejnej „mamy”.

Do refleksji:

  • czy w swoim związku widzisz takie zachowania swojego męża?
  • czego się nauczyłaś dzięki takiej relacji?
  • co zamierzasz z tym zrobić w niedalekiej przyszłości?
  • jak zaspokajasz swoje potrzeby (dbasz o siebie)?

Czy mój związek jest dobry? (4)

Dziś jeszcze raz powracam do pytania, diagnozy, czy związek w którym jestem jest dobry. Większość z nas to czuje – w sumie zna odpowiedź. Ale brakuje często umiejętności nazwania – jeśli coś nie gra, to w sumie co i dlaczego? Jeśli z kolei jest wszystko w porządku, to powinniśmy też starać się być świadomym dlaczego jest dobrze?

 

Mam nadzieję, że dzisiejszy post, gałązka ułatwi nazwanie rzeczy po imieniu – zdiagnozowanie czy wszystko jest w porządku, czy konkretne potrzeby są zaspakajane, czy jednak są obszary, w których źle się dzieje.

Idąc więc od dołu – czy częściej czuję przy moim partnerze złość czy radość? Odpowiedź na to pytanie, da nam odpowiedź czy nasze potrzeby dobrego czasu, radości, uśmiechu są zadbane.

Kolejne pytanie, to czy częściej walczymy czy się śmiejemy – to da nam odpowiedź na temat jakości naszego związku. W tym obszarze może się pojawić bardziej zasadnicze pytanie – walka czy śmiech, to nadal są emocje. Pytanie więc, które można tu postawić, czy one się jeszcze w ogóle ukazują? Czy może w ostatnich latach jest już tylko obojętność, pustka? Bardzo ważna refleksja.

Spójrzmy teraz na codzienne życie – czy my w ogóle mamy czas dla siebie? Czy dzielimy wspólne pasje, czy potrafimy rozmawiać, czy snujemy, rozmawiamy jeszcze o przyszłości? Każdy z nas potrzebuje bliskości z drugim człowiekiem i nie chodzi tu tylko o wspólne pojechanie na zakupy raz w tygodniu – w milczeniu. Potrzeba dzielenia się, tworzenia wspólnoty jest bardzo ważna w związku – czy otrzymujemy ja, zaspakajamy?

obraz23

Może w ostatnich latach brakuje Ci poczucia równowagi w związku? Czy czujesz, że dajesz więcej niż dostajesz? Opiekujesz się domem, dziećmi, partnerem – co dostajesz w zamian?

Idźmy dalej – postaw sobie bardzo mocne, zdecydowane pytanie – jeśli dziś skończyłabyś ten związek, to jak byś się czuła? Poczucie smutku i żałości czy wręcz przeciwnie – wyczekiwana wolność? Bądź szczera ze sobą.

Kiedy już znaleźliśmy się już w tym obszarze, to zostają nam ostatnie ważne pytania: czy naprawdę go kocham? Czy tylko, od kilku lat, jesteśmy już tylko razem – tak, obok siebie? Czy moje życie bez niego byłoby lepsze czy gorsze? Potrzeby miłości, szczęścia, bycia kochaną są oczywiście jednymi z najważniejszych potrzeb – nie są tak bardzo zauważane codziennie, ale bez nich życie nie ma sensu. Sprawdź więc, jak jest teraz u Ciebie.

Ostatnie dwa pytania związane z tematem spełnionego, wartościowego życia – czy bycie z tym człowiekiem daje Ci wartość w Twoim życiu? I chyba najważniejsze pytanie – czy czujesz, ze przy tym człowieku stajesz się lepszą osobą, najlepszą wersja siebie? Czy czujesz, że ten partner wyzwala w Tobie dobre rzeczy, rozwijasz się przy nim, Twoje życie jest dobre, spełnione, wartościowe? Jeśli tak, oczywiście gratuluję i życzę dalszego szczęścia 🙂

 

Do refleksji:

  • Co czujesz po lekturze tego postu? Zastanów się dłużej…
  • Co zamierzasz zrobić z tymi obszarami, które są niezaspokojone od jakiegoś czasu?
  • Co zamierzasz zrobić, jeśli większość (czy wszystkie) obszarów są niezaspokajane od lat? Czy widzisz szansę na poprawę? Czy podejmowałaś już próby naprawy wcześniej?

Związki toksyczne – z życia wzięte

Dziś otwieram nowy, kolejny obszar, który warto pokazać, omówić.

To związki z toksycznymi ludźmi, partnerami. To specyficzne, jedyna w swoim rodzaju relacja, gdzie jeden człowiek poprzez manipulacje, siłę, wysoką inteligencję wykorzystuje druga osobą, dla własnych, egocentrycznych korzyści, nie licząc się z emocjami, kosztami drugiej osoby.

To bardzo trudne związki, gdzie osoba manipulowana często nawet nie jest świadoma, że żyje w takim toksycznym związku. Jeśli Twój partner powoduje, ze czujesz się coraz gorzej jako człowiek, to trzeba bardzo uważnie przyjrzeć się temu, dobrze znanemu człowiekowi, z innej perspektywy.

Jeśli nie wiecie, czy jesteście w toksycznym związku, to polecam książkę „Toksyczni mężczyźni” Lilian Glass – sporo materiałów, które pomogą Wam sprawdzić, czy Twój mężczyzna jest toksyczny oraz do jakiej grupy można go zaliczyć i co z tym zrobić, jak sobie poradzić. Temat jest bardzo trudny, wymaga ogromnej siły, aby to zmienić. Kluczem jest zrozumienie w czym tkwię.

Dziś historia z życia wzięta. Osoba po złych doświadczeniach, jednak to nie uchroniło, przed popełnieniem tego samego błędu.

Po kolei.

Jestem świadomą, wykształconą, zdecydowaną kobietą, Jednak w obliczu konfliktu, konfrontacji wolę się usunąć, rezygnuję z walki.

Jestem świadoma, że mam nieprzerobione obszary z dzieciństwa – matka jest bardzo silną osobą, która zawsze mnie krytykowała, zawsze oczekiwała więcej.

W pewny momencie swojego życia zdałam sobie sprawę, że przyciągam silnych, zdecydowanych mężczyzn, którzy potrafią mnie wykorzystywać, ranić mnie i obciążać mnie winą – toksyczny typ.

Po kilku latach trwania w takim związku, gdy się w końcu uwolniłam od niego, to zdecydowałam się wyjść za mąż za mężczyznę zupełnie innego, który dał mi na tamten czas poczucie bezpieczeństwa, opieki, wsparcia, partnerstwa.

Po kilku latach okazał się człowiekiem, który jednak nie był dla mnie. Niewiele nas łączyło, nie był dla mnie interesujący, nie był wyzwaniem. Moje uśpione potrzeby energii, adrenaliny, emocjonalnego rollercostera zaczęły się budzić i domagać się zaspokojenia. W międzyczasie podjęłam próbę terapii, ale jej nie ukończyłam.

Poznałam człowieka, który miał to „coś” i po niedługim czasie zdecydowałam się zakończyć dla niego swój związek małżeński.

Po 1,5-2 latach mieszkania z nowym partnerem zdałam sobie sprawę, że tkwię w związku toksycznym. Partner potrafił bezbłędnie znaleźć moje słabości i tak manipulował rzeczywistością, aby zawsze sprawić, abym czuła się winna, gorsza, niegodna jego.

 

obraz4

W głowie i w sercu mam chaos. Z jednej strony ciężko mi skończyć ten związek, bo strasznie dużo w niego zainwestowałam. Przede wszystkim zakończyłam związek małżeński, moje córki musiały przejść przez rozwód rodziców. Trudno jest mi więc przyznać się do tej porażki.

Dodatkowo, przez to, że tyle zainwestowałam przed i w trakcie trwania tego nowego związku, to gdzieś, cały czas, liczę, oczekuję docenienia, zauważenia moje pracy, mojego zaangażowania. Od wielu miesięcy utrzymuję tego człowieka finansowo, daję mu dach nad głową, itp. Nigdy nie otrzymałam podziękowania, doceniania, zrozumienia.

Pomimo tego, że praktycznie każdego dnia otrzymuję od niego negatywny zwrot, to gdzieś, przez te wszystkie moje działania dla niego, liczę, że może się zmieni.

Moje poczucie winy, moje oczekiwania, nadzieję, że się zmieni – to wszystko powoduje, że nie mogę, nie potrafię szybko i prosto zakończyć tego związku. Pomimo tego, że jestem świadoma, że jestem tu ofiarą, to poprzez jego manipulacje, cały czas mam wrażenie, że nie mogę go wyrzucić, zakończyć tego związku, zostawić go na pastwę losu.

Wszystko to powoduje, że czuję się zmęczona, osaczona, smutna, bez energii do życia, w pułapce, z której nie wiem jak się wydostać

 

Do refleksji:

  • Czy kiedykolwiek miałaś podobne doświadczenie?
  • Czy potrafiłabyś zidentyfikować toksycznego mężczyznę?
  • Czy myślisz, że miałabyś wystarczającą ilość siły, aby się z tego wyrwać?
  • Czy znasz kogoś kto tkwi w toksycznym związku?
  • Czy ta osoba potrafi samodzielnie się uwolnić?

 

Rozterki Matki-Polki (1)

Dziś historia, która zdarza się dużej części kobiet – same wiecie jak dużej – ale nasze normy kulturowo-społeczne nie pozwalają mówić o tym głośno.

Efekt jest taki, że mnóstwo kobiet przeżywa ogromny stres, frustracje, osamotnienie, niezrozumienie – wszystko to, bo tkwią w konflikcie, którego nie potrafią rozwiązać. Rzadko też dostają wsparcie, aby sobie z tym problemem poradzić.

Sytuacja jest trudna, emocjonalna – tysiące myśli i uczuć przebiega przez głowę i serce – w tym hałasie bardzo trudno znaleźć zrozumienie sytuacji, a to z kolei uniemożliwia rozwiązanie konfliktu.

Dziś pierwsza część – zrozumienie sytuacji.

Jestem osobą świadomą, wiem czego potrzebuje, od wielu lat wsłuchuję się w swoje potrzeby i staram się je realizować. Mam dwie silne potrzeby – rozwoju osobistego i zawodowego oraz wolności. Dlatego też poszukuję często sytuacji, które dają mi rozwój i poczucie wolności – fizycznej i emocjonalnej. Do tej pory więc sporo czasu poświęcałam sobie, swoim potrzebom – czułam się spełniona w tym obszarze.

Z drugiej strony jestem osobą, dla której rodzina jest bardzo ważna. Przez kilka lat nie mogłam zajść w ciążę – kiedy to się stało było to dla mnie ogromnym zaskoczenie i oczywiście ogromna radością. Moja córka jest jednak dzieckiem, które wymaga całkowitego poświęcenia. Moje rodzinne życie daj mi dużo szczęścia – w ostatnim czasie zaczęliśmy rozmawiać o powiększeniu rodziny.

obraz22

 

Jednak fakt, że od prawie dwóch lat nie jestem w stanie zaspokajać swoich indywidualnych potrzeb wpływa na to, że już od dłuższego czasu czuję się jak zamknięta w „złotej klatce”. W ostatnich tygodniach moje ciało pokazało mi, że jest zupełnie niegotowe na kolejne dziecko. Czuję też, że od wielu miesięcy mam depresję poporodową.

Wszystko to powoduję, że czuję się postawiona pod ścianą, nie widzę żadnego dobrego rozwiązania. Ta sytuacja, te emocje, te rozterki trwają od wielu długich miesięcy. Dlatego też czuję się bardzo źle, czuję się bardzo zmęczona, osaczona, sfrustrowana, osamotniona.

 

Do refleksji:

  • Czy miałaś podobną sytuację? Jak się wtedy czułaś?
  • Co zrobiłaś, co zrobiłabyś w takiej sytuacji?
  • czy rozmawiałaś z kimś o swoich uczuciach w tej sytuacji?
  • Co dziś zrobiłabyś inaczej?

 

ps. rozmowa oraz przedstawienie całej tej sytuacji w formie gałązki logicznej bardzo pomogło – pojawiło się zrozumienie sytuacji, a to dało dużo oddechu.

W kolejnych postach spróbuję pokazać jak rozwiązać tę sytuację

Z życia wzięte (3) – osobiste

Dziś historia, na którą czekałem już od dłuższego czasu – świadoma kobieta, która żyje zgodnie ze swoja naturą. W naszej kulturze to zjawisko nadal rzadko spotykane…a szkoda. Mężczyznom więcej wolno, kobiety mają być posłuszne i mają zapomnieć o swoich potrzebach. A co się dzieje, gdy ktoś wyłamie się z tego schematu? Sporo gromów. Czy słusznie? Czy mamy prawo oceniać?

Historia może być odebrana jako kontrowersyjna – zdaję sobie z tego sprawę, ale cały ten blog ma obudzić, poruszyć, wstrząsnąć, więc historia ta idealnie wpisuje się w sens tego blogu.

Zachęcam do refleksji, a nie oceny – to pierwsze jest trudniejsze, to drugie nie wymaga myślenia.

Dla łatwiejszego przekazu będę pisał w pierwszej osobie, ale żeńskiej, bo historia jest od Pani 🙂

Jestem w szczęśliwym, wieloletni związku i jestem świadomą swoich potrzeb kobietą – zawsze taka byłam. Mój partner często wyjeżdża, często są wielodniowe, wielotygodniowe wyjazdy.

Gdy długo jestem sama w domu to zwyczajnie czuję się samotna, a niezaspakajane potrzeby bliskości, intymności, radości, ekscytacji  proszą o zaopiekowanie.

Wolność osobista, niezależność są moimi najważniejszymi potrzebami. Dbam o swoje potrzeby, stawiam siebie na pierwszym miejscu – pod jednym warunkiem, aby nie ranić przy tym innych.

Z partnerem już dawno ustaliliśmy zasady w naszym życiu, które działają dla nas bardzo dobrze i  dzięki ich przestrzeganiu nasze wspólne życie jest dobre, szczęśliwe.

obraz21

Wszystko to skutkuje tym, że od czasu do czasu mam kochanków. Jestem osoba, która nie boi się, nie zwraca uwagi na społeczno-kulturowe ograniczenia, w których w naszym kraju jest dużo, za dużo. Jako wolny duch podążam za swoją natura, za swoimi potrzebami.

Dzięki temu czuję się spełniona. Podobną filozofię stosuję w pracy zawodowej – dzięki temu ma poczucie, że wiodę takie życie jakie chcę. Nie idę na kompromisy, jestem świadoma swoich potrzeb, wiem, że zaspakajanie ich powoduje, że czuję się spełnioną, szczęśliwą kobietą.

 

Do refleksji:

  • Jakie emocje wzbudza w Tobie ta historia? Czy wiesz dlaczego?
  • Czy potrafiłabyś postępować w taki sam sposób? Dlaczego tak/nie?
  • Czy Ty stawiasz siebie na pierwszym miejscu? Dlaczego tak/nie?
  • Co zamierzasz z tym zrobić, jeśli nie stawiasz siebie na pierwszym miejscu?

Z życia wzięte (2) – zawodowe

Dziś historia wzięta z życia, dziękuję za możliwość podzielenia się z innymi 🙂

To doskonały przykład, w którym jak na dłoni widać, że jeśli jesteś świadomym człowiekiem – znasz i realizujesz swoje potrzeby – to możesz wieść spokojne, spełnione życie. Dziś poruszę obszar zawodowy, następny wpis będzie o podobnym podejściu w życiu osobistym

Ale po kolei…dla łatwiejszego przekazu będę pisał w pierwszej osobie, ale żeńskiej, bo historia jest od Pani 🙂

Przez wiele lat pracowałam w tej samej organizacji. Z czasem było coraz gorzej. Największe problemy były związane z dyrekcją – traktowała mnie często jako zagrożenie, blokowała więc wiele moich inicjatyw. Moje potrzeby działania, usprawniania, rozwoju były niezaspakajane. Dodatkowo atmosfera w pracy była już coraz trudniejsza, cięższa.

Wszystko to powodowało, że organizacja od wielu lat tkwiła w marazmie, a ja miałam poczucia, że nie mogę się rozwijać. Jeśli jestem świadoma swoich potrzeb i jeśli wolność jest moją z najważniejszych potrzeb, i pomimo tego, że mogłabym już przejść na emeryturę,  to zdecydowałam się na zmianę pracy, która będzie spełniała moje ambicje.

obraz20

 

Jeśli jestem osobą, która nie boi się wyzwań, ani gadania innych ludzi, to pomimo, że nie była wolna od swoich obaw związanych z nową pracą, to zdecydowałam się na zmianę pracy, kiedy pojawiła się konkretna, dobra dla mnie, oferta.

W nowym miejscu pracy mogę zaspokajać swojej potrzeby zawodowe, ambicje, dzięki temu czuję się spełniona zawodowa. Tym samym kieruje się w życiu osobistym i dzięki temu jestem zadowolona ze swojego życia.

Do refleksji:

  • Czy w swojej pracy zawodowej miałaś, masz podobna sytuację?
  • Czy jesteś świadoma co nie działa?
  • Czy zrobiłaś coś, aby zmienić tę sytuację?
  • Czy myślisz, że jest możliwa zmiana?
  • Co zrobisz, aby poprawić swoją sytuację?

Smutne związki

Dziś pokaże negatywne skutki trwania w zależnym związku, w sytuacji gdy partnerzy nie są świadomi swoich potrzeb i działań.

 

Jeśli tkwimy już od wielu lat w zależnym związku (o takich związkach pisałem w pierwszych postach) i jeśli oboje partnerzy są słabymi osobami („słabymi”-mam tu na myśli brak świadomych, zdecydowanych działań), to wszystko na to wskazuje, że oboje tkwią w związku, który już dawno przestał się rozwijać, w którym „udało się zbudować” pewnego rodzaju grę pozorów.

Jeśli partnerzy mają swoje nieprzepracowane lęki, ograniczenia pochodzące z dzieciństwa, rodzin, itp. i jeśli czerpią osobiste „korzyści” z trwania w takim związku, to prawie na pewno powtarzają schematy złych, może nawet toksycznych związków. Cały czas też budują dalsze zależności od siebie – w tym negatywnym znaczeniu.

obraz19

 

Z upływem czasu niezaspokojone potrzeby i dość mało ciekawa codzienność dają się we znaki i często mamy poczucie nieszczęścia – w związku jak i w życiu osobistym. Dlatego tez od czasu do czasu pojawia się zryw i próbujemy coś zmienić.

Jeśli jednak partnerzy nie są świadomi swoich potrzeb, nie potrafią ze sobą rozmawiać o potrzebach związku, to bardzo prawdopodobne, że rozmowy kończą się fiaskiem, a bardziej kolejnym niezrozumieniem, kłótniami, pretensjami, obwinianiem. Z czasem uczymy się, że bezpieczniej jest nie rozmawiać, a tylko trwać, wykonywać „swoją pracę”.

Z czasem, wieloletnim tkwieniu, uwięzieniu w takich związkach słabsze osoby mają myśli samobójcze, poczucie całkowitego poddania się, rezygnacji, życia jak zombie. Dlaczego tak się dzieje?

Bo nasze potrzeby: wsparcia, wspólnoty, kontaktu z innymi, towarzystwa, bliskości, dzielenia się: smutkami i radościami; talentami i zdolnościami, więzi, uwagi, bycia wziętym pod uwagę, bezpieczeństwa emocjonalnego, szczerości, empatii, współzależności, szacunku, równych szans, bycia widzianym, zrozumienia i bycia zrozumianym, zaufania, ciepła, otuchy, miłości, intymności – żeby wspomnieć tylko niektóre – są niezaspakajane od lat. A to prowadzi do naprawdę katastrofalnych skutków.

 

Do refleksji:

  • Czy Twój związek ma takie cechy?
  • Jeśli tak, to dlaczego?
  • Jeśli nie, to co robicie inaczej?
  • Co zrobisz jutro, aby zmienić niekorzystną sytuację?