Lęk przed bliskością – 6 – zostaję przy znanym

Dziś już ostatnie spotkanie z tym cyklem – lęk przed bliskością – pokażę ostatnią opcję czyli „porażki”, cofnięcia się po raz kolejny przed miłością, pełne wycofanie się, gdy jest „za blisko”.
Cały cykl zajął sporo czasu, sam nie spodziewałem się, że tak to się ułoży. Temat jest bardzo ważny, na pewno też trudny – zachęcam do osobistej refleksji, a potem pracy.

 

W dzisiejszym poście zajmę się dolną częścią naszego konfliktu.

Wybieram „bezpieczeństwo”, które mam będąc w obecnym, „bezpiecznym” związku. Stosuję tu mocno „”, ponieważ już wiemy  z poprzednich postów, że słowo „bezpieczeństwo” oznacza tu wybranie zdecydowanie gorszej wersji. Wybrania partnera, który nie oczekuje od nas bliskości, miłości, poddania się uczuciu, zaufania. Takie rozwiązanie jest dobre tylko dla kogoś, kto chce przetrwać. Dla osób, które jednak chcą przeżyć życia z poczuciem spełniania, z poczuciem przeżycia prawdziwej miłości, bliskości, intymności, ufności to wersja, którą można chyba określić jedynie jako „przegraną”.

Tak, za tym wyborem stoi ogromna potrzeba bezpieczeństwa, przewidywalności. Dodałbym jednak również słowo „kontroli” – która nie jest potrzebą, a która tutaj bardzo silnie działa.

 

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Znam dobrze swojego partnera, wiem czego się spodziewać – naprawdę?
  2. Znam swoje „piekiełko” od –nastu lat, nie mam już żadnych oczekiwań – czy rzeczywiście?
  3. Odejście od obecnego partnera będzie stresujące- naprawdę?
  4. Odejście do nowego partnera jest dla mnie ogromnym ryzykiem– czy rzeczywiście?
  5. Mój obecny partner daje mi minimum, nie potrzebuje więcej– naprawdę?

 

Założenia te są raczej zwykłymi wymówkami, mającymi usprawiedliwić swoje wycofanie się, swój lęk, swoją porażkę. Niestety byłem wielokrotnie świadkiem takich tłumaczeń, wyjaśnień. Nie ma w nich chęci zawalczenia, ale bardziej przekaz „daj mi święty spokój”, „nie chce już o tym mówić/myśleć”, „wolę zamknąć już ten rozdział”, „moje życie już jest skończone”, „…mi i tak nie przytrafi się już nic dobrego” i wiele podobnych określeń, które są tylko potwierdzeniem poczucia porażki.

 

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

 

Ad. 1 – półprawda, dlaczego? Tak, mamy już za sobą kilka, kilkanaście przeżytych wspólnie lat, znamy się już na wylot, nic nas nie zaskoczy w obecnym związku. To jest często podawany argument jako zaleta. Czy nią rzeczywiście jest? I czy rzeczywiście jest to zaletą?

Dodatkowo znamy tylko przeszłość, nie mamy żadnej gwarancji, czy nie będzie gorzej w przyszłości.

Ad. 2 – półprawda – podobnie jak punkt wyżej, plus tutaj jeszcze bardzie przyznajemy się do własnej porażki – wycofania się całkowicie z walki o własne szczęście. W tym założeniu jest też przekonanie, że gorzej już nie będzie – jest to nieprawdziwe założenie.

Ad. 3 – półprawda – tak, będzie stresujące jeśli zrobisz to bez przemyślenia, bez przygotowania. Czy rzeczywiście tak musisz to zrobić?

Ad. 4 – półprawda – jeśli zachowasz się tak samo nieostrożnie jak w punkcie wyżej. Jeśli będziesz zbyt emocjonalna, z potrzebą szybkiej ucieczki, natychmiastowej zmiany, to rzeczywiście sama sobie szykujesz ryzyko, że odejście do nowego partnera w taki nieprzemyślany sposób może się źle skończyć. Ale czy rzeczywiście jest to jedyna droga do zmiany?

Ad. 5 – półprawda – tak, masz zapewnione „bezpieczeństwo”, „spokój”, zimne i ciche dni, które wyglądają praktycznie zawsze tak samo. Wiesz doskonale jak to wygląda, opanowałaś swoją rolę w tym dramacie doskonale – pewnie w dużej części już ty zarządzasz waszą codziennością – pewnie ustawiłaś ją sobie tak, aby bolało jak najmniej. Czy rzeczywiście chcesz spędzić resztę swojego życia w taki sposób?

 

Nie wygląda to najlepiej, nieprawdaż?

Zobaczmy jak możemy jednak zmienić nasze założenia, na jakieś kierunki rozwiązania. :

  1. Jeśli zaczniesz pracę nad sobą to zmienisz siebie, a to zmieni związek
  2. Każdy zasługuje na szczęście, zadbaj o siebie, masz przed sobą jeszcze wiele lat życia
  3. Możesz się zdecydować na to gdy dobrze sobie wszystko obmyślisz, zaplanujesz
  4. Jeśli ustalicie jasne zasady, warunki, kroki to zmniejszysz ryzyko
  5. Wiesz już jakie błędy popełniłaś, wiesz co i jak możesz zmienić, aby zaspokoić swoje potrzeby, poczuć się szczęśliwa

 

Cóż to wszystko oznacza? Jakie rozwiązanie nam się tu pojawia?

Powrót do „bezpiecznego” związku nie niesie, bo nie może, nic dobrego dla ciebie. Jedynym kierunkiem, które może przynieść pozytywne skutki w przyszłości, to rozpoczęcie pracy nad sobą. Polecam terapię, coaching – cokolwiek, ale z zewnętrznym ekspertem. Po pewnym czasie (kilka miesięcy) zaczniesz się zmieniać. Albo wpłynie to pozytywnie na Twój obecny związek – po części zmusi partnera do jego pracy nad sobą i związkiem. Jeśli jednak to się nie uda, to przynajmniej ty zdobędziesz siłę i determinację, aby odejść i zamknąć za sobą ten niezbyt szczęśliwy rozdział za sobą. To wszystko co można „wycisnąć” dobrego z tej sytuacji.

 

Może pomyślicie, że w tych rozważaniach jestem nieobiektywny. Byłem świadkiem takich zdarzeń, sytuacji wielokrotnie i nigdy nie byłem w stanie potwierdzić komuś „dobrze wybrałaś, tak będzie najlepiej, znane piekło jest dobrym rozwiązaniem”. Nigdy też nie znalazłem w żadnym artykule, książce, słowie, od terapeuty takiej rady – „poddaj się, to dobry wybór”.

Dlaczego nie? Spójrzcie na tę gałązkę – ona nie może nigdy skończyć się dobrze 🙁

(czytamy od dołu)

Poddanie się własnym lękom, wybranie swojego „piekiełka”, wieloletni brak zaspokojenia swoich najważniejszych potrzeb w życiu człowieka (bliskość, ufność, miłość, wsparcie, opieka, itp.) nie możemy skończyć się niczym dobrym…lista negatywnych skutków może być tu bardzo długa, wszystkie są ZŁE, nikt na nie nie zasługuje!!!

 

Każdy kto zajmuje się pomocą innym ludziom (terapeuta, lekarz, coach, itp.) zawsze powie te same słowa – ODEJDŹ, teraz, natychmiast! Jeśli nie wiesz jak, nie masz w sobie sił, to idź po pomoc – terapia, coaching. Ale to ty musisz zwrócić się o pomoc i sama dokonać zmiany w sobie, aby dokonać zmiany w swoim życiu.

Nie ma żadnych obiektywnych przeszkód, które uniemożliwiłyby zmianę stanu, w którym się znajdujesz. Jedyną przeszkodą jest twoja głowa, a dokładnie ego, i oczywiście lęk. Wszechogarniający, paraliżujący lęk, który został wpuszczony, zaproszony do twojego życia, który cały czas podpowiada, straszy: krzywdą, którą wyrządzasz dzieciom, oceną i odrzuceniem przez rodzinę, przyjaciół, i pewnie innymi rzeczami, których ty boisz się najbardziej.

To JEDNA, WIELKA ILUZJA – nic więcej.

Wszystkie złe myśli są tylko lękami, założeniami, opiniami a NIE FAKTAMI. Osoby, które odważyły się na zmianę mówią praktycznie zawsze to samo – najtrudniejsze było podjęcie decyzji, później nie wydarzyło się praktycznie nic z tego czego się bałam.

Na koniec zostawiam was – tych którzy się boją – ze słowami Deepaka Chopra, któy w swojej książce „Droga do miłości” stawia taką ciekawą tezę odnośnie właśnie lęku:

„Wszystko, czego się najbardziej obawiasz – opuszczenie, odrzucenie, niepowodzenie, strata, upokorzenie – już ci się kiedyś przytrafiło. Zagrożenia, które teraz postrzegasz dookoła albo których się spodziewasz w przyszłości, to długie cienie twojej przeszłości”.

 

Do refleksji:

  • Co zrobisz, aby przestać być więźniem przeszłości?
  • Jakie postanowienia możesz sobie zrobić już teraz, jeśli spotka cię taka sytuacja (miłość), abyś skorzystała z tego najlepiej dla siebie?
  • Zastanów się nad trzema osobami, miejscami, w których poszukasz pomocy dla siebie
Previous Story

«

Next Story

»