Lęk przed bliskością – 6 – zostaję przy znanym

Dziś już ostatnie spotkanie z tym cyklem – lęk przed bliskością – pokażę ostatnią opcję czyli „porażki”, cofnięcia się po raz kolejny przed miłością, pełne wycofanie się, gdy jest „za blisko”.
Cały cykl zajął sporo czasu, sam nie spodziewałem się, że tak to się ułoży. Temat jest bardzo ważny, na pewno też trudny – zachęcam do osobistej refleksji, a potem pracy.

 

W dzisiejszym poście zajmę się dolną częścią naszego konfliktu.

Wybieram „bezpieczeństwo”, które mam będąc w obecnym, „bezpiecznym” związku. Stosuję tu mocno „”, ponieważ już wiemy  z poprzednich postów, że słowo „bezpieczeństwo” oznacza tu wybranie zdecydowanie gorszej wersji. Wybrania partnera, który nie oczekuje od nas bliskości, miłości, poddania się uczuciu, zaufania. Takie rozwiązanie jest dobre tylko dla kogoś, kto chce przetrwać. Dla osób, które jednak chcą przeżyć życia z poczuciem spełniania, z poczuciem przeżycia prawdziwej miłości, bliskości, intymności, ufności to wersja, którą można chyba określić jedynie jako „przegraną”.

Tak, za tym wyborem stoi ogromna potrzeba bezpieczeństwa, przewidywalności. Dodałbym jednak również słowo „kontroli” – która nie jest potrzebą, a która tutaj bardzo silnie działa.

 

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Znam dobrze swojego partnera, wiem czego się spodziewać – naprawdę?
  2. Znam swoje „piekiełko” od –nastu lat, nie mam już żadnych oczekiwań – czy rzeczywiście?
  3. Odejście od obecnego partnera będzie stresujące- naprawdę?
  4. Odejście do nowego partnera jest dla mnie ogromnym ryzykiem– czy rzeczywiście?
  5. Mój obecny partner daje mi minimum, nie potrzebuje więcej– naprawdę?

 

Założenia te są raczej zwykłymi wymówkami, mającymi usprawiedliwić swoje wycofanie się, swój lęk, swoją porażkę. Niestety byłem wielokrotnie świadkiem takich tłumaczeń, wyjaśnień. Nie ma w nich chęci zawalczenia, ale bardziej przekaz „daj mi święty spokój”, „nie chce już o tym mówić/myśleć”, „wolę zamknąć już ten rozdział”, „moje życie już jest skończone”, „…mi i tak nie przytrafi się już nic dobrego” i wiele podobnych określeń, które są tylko potwierdzeniem poczucia porażki.

 

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

 

Ad. 1 – półprawda, dlaczego? Tak, mamy już za sobą kilka, kilkanaście przeżytych wspólnie lat, znamy się już na wylot, nic nas nie zaskoczy w obecnym związku. To jest często podawany argument jako zaleta. Czy nią rzeczywiście jest? I czy rzeczywiście jest to zaletą?

Dodatkowo znamy tylko przeszłość, nie mamy żadnej gwarancji, czy nie będzie gorzej w przyszłości.

Ad. 2 – półprawda – podobnie jak punkt wyżej, plus tutaj jeszcze bardzie przyznajemy się do własnej porażki – wycofania się całkowicie z walki o własne szczęście. W tym założeniu jest też przekonanie, że gorzej już nie będzie – jest to nieprawdziwe założenie.

Ad. 3 – półprawda – tak, będzie stresujące jeśli zrobisz to bez przemyślenia, bez przygotowania. Czy rzeczywiście tak musisz to zrobić?

Ad. 4 – półprawda – jeśli zachowasz się tak samo nieostrożnie jak w punkcie wyżej. Jeśli będziesz zbyt emocjonalna, z potrzebą szybkiej ucieczki, natychmiastowej zmiany, to rzeczywiście sama sobie szykujesz ryzyko, że odejście do nowego partnera w taki nieprzemyślany sposób może się źle skończyć. Ale czy rzeczywiście jest to jedyna droga do zmiany?

Ad. 5 – półprawda – tak, masz zapewnione „bezpieczeństwo”, „spokój”, zimne i ciche dni, które wyglądają praktycznie zawsze tak samo. Wiesz doskonale jak to wygląda, opanowałaś swoją rolę w tym dramacie doskonale – pewnie w dużej części już ty zarządzasz waszą codziennością – pewnie ustawiłaś ją sobie tak, aby bolało jak najmniej. Czy rzeczywiście chcesz spędzić resztę swojego życia w taki sposób?

 

Nie wygląda to najlepiej, nieprawdaż?

Zobaczmy jak możemy jednak zmienić nasze założenia, na jakieś kierunki rozwiązania. :

  1. Jeśli zaczniesz pracę nad sobą to zmienisz siebie, a to zmieni związek
  2. Każdy zasługuje na szczęście, zadbaj o siebie, masz przed sobą jeszcze wiele lat życia
  3. Możesz się zdecydować na to gdy dobrze sobie wszystko obmyślisz, zaplanujesz
  4. Jeśli ustalicie jasne zasady, warunki, kroki to zmniejszysz ryzyko
  5. Wiesz już jakie błędy popełniłaś, wiesz co i jak możesz zmienić, aby zaspokoić swoje potrzeby, poczuć się szczęśliwa

 

Cóż to wszystko oznacza? Jakie rozwiązanie nam się tu pojawia?

Powrót do „bezpiecznego” związku nie niesie, bo nie może, nic dobrego dla ciebie. Jedynym kierunkiem, które może przynieść pozytywne skutki w przyszłości, to rozpoczęcie pracy nad sobą. Polecam terapię, coaching – cokolwiek, ale z zewnętrznym ekspertem. Po pewnym czasie (kilka miesięcy) zaczniesz się zmieniać. Albo wpłynie to pozytywnie na Twój obecny związek – po części zmusi partnera do jego pracy nad sobą i związkiem. Jeśli jednak to się nie uda, to przynajmniej ty zdobędziesz siłę i determinację, aby odejść i zamknąć za sobą ten niezbyt szczęśliwy rozdział za sobą. To wszystko co można „wycisnąć” dobrego z tej sytuacji.

 

Może pomyślicie, że w tych rozważaniach jestem nieobiektywny. Byłem świadkiem takich zdarzeń, sytuacji wielokrotnie i nigdy nie byłem w stanie potwierdzić komuś „dobrze wybrałaś, tak będzie najlepiej, znane piekło jest dobrym rozwiązaniem”. Nigdy też nie znalazłem w żadnym artykule, książce, słowie, od terapeuty takiej rady – „poddaj się, to dobry wybór”.

Dlaczego nie? Spójrzcie na tę gałązkę – ona nie może nigdy skończyć się dobrze 🙁

(czytamy od dołu)

Poddanie się własnym lękom, wybranie swojego „piekiełka”, wieloletni brak zaspokojenia swoich najważniejszych potrzeb w życiu człowieka (bliskość, ufność, miłość, wsparcie, opieka, itp.) nie możemy skończyć się niczym dobrym…lista negatywnych skutków może być tu bardzo długa, wszystkie są ZŁE, nikt na nie nie zasługuje!!!

 

Każdy kto zajmuje się pomocą innym ludziom (terapeuta, lekarz, coach, itp.) zawsze powie te same słowa – ODEJDŹ, teraz, natychmiast! Jeśli nie wiesz jak, nie masz w sobie sił, to idź po pomoc – terapia, coaching. Ale to ty musisz zwrócić się o pomoc i sama dokonać zmiany w sobie, aby dokonać zmiany w swoim życiu.

Nie ma żadnych obiektywnych przeszkód, które uniemożliwiłyby zmianę stanu, w którym się znajdujesz. Jedyną przeszkodą jest twoja głowa, a dokładnie ego, i oczywiście lęk. Wszechogarniający, paraliżujący lęk, który został wpuszczony, zaproszony do twojego życia, który cały czas podpowiada, straszy: krzywdą, którą wyrządzasz dzieciom, oceną i odrzuceniem przez rodzinę, przyjaciół, i pewnie innymi rzeczami, których ty boisz się najbardziej.

To JEDNA, WIELKA ILUZJA – nic więcej.

Wszystkie złe myśli są tylko lękami, założeniami, opiniami a NIE FAKTAMI. Osoby, które odważyły się na zmianę mówią praktycznie zawsze to samo – najtrudniejsze było podjęcie decyzji, później nie wydarzyło się praktycznie nic z tego czego się bałam.

Na koniec zostawiam was – tych którzy się boją – ze słowami Deepaka Chopra, któy w swojej książce „Droga do miłości” stawia taką ciekawą tezę odnośnie właśnie lęku:

„Wszystko, czego się najbardziej obawiasz – opuszczenie, odrzucenie, niepowodzenie, strata, upokorzenie – już ci się kiedyś przytrafiło. Zagrożenia, które teraz postrzegasz dookoła albo których się spodziewasz w przyszłości, to długie cienie twojej przeszłości”.

 

Do refleksji:

  • Co zrobisz, aby przestać być więźniem przeszłości?
  • Jakie postanowienia możesz sobie zrobić już teraz, jeśli spotka cię taka sytuacja (miłość), abyś skorzystała z tego najlepiej dla siebie?
  • Zastanów się nad trzema osobami, miejscami, w których poszukasz pomocy dla siebie

Lęk przed bliskością – 5- odchodzę dla miłości

Ostatnie wywody skończyłem na podaniu rozwiązania jak sobie poradzić z lękiem – praca własna plus praca z terapeutą.

Zachęcałem również, aby dokonać zmiany w swoim życiu, gdy jesteśmy zakochani, gdy mamy pretekst, gdy mamy energię, siłę, wiarę, że jednak mogę zmienić swoje życie, że jest ktoś dla kogo warto zawalczyć, z którym chcę spędzić resztę swojego życia, który pomoże mi wyrwać się z zamkniętego kręgu niemożności i ciągłej ucieczki.

 

Wracając do naszego tematu…

W dzisiejszym poście zajmę się górną częścią naszego konfliktu, w kolejnym, jego dolną częścią.

Wybieram „miłość” czyli podążam za głosem serca, wybieram człowieka, który przewrócił mój „bezpieczny” świat do góry nogami, który jest spełnieniem moich marzeń, wyczekanym, wymarzonym partnerem. Chcę tego dla siebie, bo mam potrzebę przeżycia reszty mojego życia w miłości, zaspokoić swoją potrzebę spełnienia, radości, bliskości, ekscytacji z każdego dnia życia wspólnie z tym człowiekiem.

 

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Tylko związanie się z wymarzonym partnerem da mi szczęście – naprawdę?
  2. Związek z wymarzonym partnerem będzie pełnia życia – czy rzeczywiście?
  3. Tylko z wymarzonym partnerem będę w stanie pozbyć się swoich demonów – naprawdę?
  4. Tylko z wymarzonym partnerem mam szansę na spełnienie w związku – czy rzeczywiście?
  5. Tylko relacja z wymarzonym partnerem da mi radość, szczęście, ekscytację – naprawdę?

 

To założenia, argumenty logiczne, stojące za żądaniami.

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

 

Ad. 1 – półprawda, dlaczego? Tak, nowe uczucie, wymarzony partner daje ogromna siłę, wiarę i szczęście – w końcu możemy poczuć to o czym marzymy od wielu lat, w końcu nam też się to przytrafiło. Ale…mając w sobie ten „wzorzec”, ten „lęk” sama zmiana partnera nic nie zmieni. Musimy uleczyć swoją duszę, bo inaczej zmarnujemy również tę relację.

Ad. 2 – półprawda – teoretycznie tak, relacja taka wiążę się z ogromnymi emocjami, „motylami w brzuchu”, uczuciem, że chłonę życie każdą swoją komórką, odczuwam świat, wydarzenia wokół mnie wszystkimi zmysłami, wszystko nabiera sensu, jest po prostu cudownie….ale tak nie będzie zawsze, jeśli nie stworzysz odpowiednich warunków, czyli twoja praca, twoja gotowość.

Ad. 3 – półprawda – w tym punkcie jest więcej niuansów niż się pierwotnie wydaje. Po pierwsze, to zależy od tego czy partner będzie rzeczywiście dojrzałym, świadomym człowiekiem, który będzie zdawał sobie sprawy z Twoich ograniczeń i będzie chciał ci pomóc się w ich pozbyciu. Jeśli nie jest taką osobą, to szybko się zorientujesz, że jesteś z tym tematem (twoje demony) całkowicie sama. Wracając do pierwszej wersji – świadomy partner – pamiętaj, że on może tylko cię wesprzeć, wspomóc, przytulić, dodać ci sił i otulić silnym ramieniem. Ale całą prace musisz wykonać sama…

Ad. 4 – półprawda – tak, ale jak już wcześniej wspomniane, abyś mogła powiedzieć, że czułaś spełnienie w związku, to oznacza, że musisz być bardzo świadomą osobą i stale pracować nad rozwojem relacji

Ad. 5 – półprawda – tak, to dostaniesz na pewno w dużych dawkach na początku, ale okres zakochania nie trwa wiecznie…musisz wziąć się szybko do pracy, aby ten czas trwał jak najdłużej.

 

Widać więc wyraźnie, że „samo się nie zrobi” – musimy zmienić swoje założenia, zbudować nowe.  Oto one:

  1. Tylko wtedy, gdy będziesz potrafiła pozbyć się swoich lęków
  2. Tak, ale jeśli będziesz potrafiła o to zadbać
  3. Tylko, ale to jest Twoja odpowiedzialność
  4. Tak, ale wymaga to dużej pracy do Ciebie w pierwszym okresie relacji
  5. Tak, ale wszystko wymaga pracy, obu osób

 

Cóż to oznacza?

Pierwszy krok to zakończenie obecnego, słabego czy złego związku. Najpierw trzeba zakończyć jedno, przeżyć żałobę z zakończenia związku, małżeństwa.

A potem „zatrzymaj się i pomyśl” – zanim rozpoczniesz w pełni nowy związek, powinnaś się zatrzymać i skoncentrować się w pełni na sobie, na niezbędnym rozwoju osobistym, którego celem będzie pozbycie się RAZ i NA ZAWSZE tego lęku przed bliskością.

Jeśli tego nie zrobisz, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że wszystkie twoje demony szybko przejmą władzę i wpłyną całkowicie na twój nowy związek, niszcząc go całkiem szybko.

Kluczowym elementem w tej zmianie nie jest odejście do męża, ale zatrzymanie się przed wejściem w nowy, tak wyczekiwany związek. Mamy więc znów do czynienia z paradoksem – za pierwszym razem to sytuacja, że tak bardzo chcemy bliskości, ale gdy ona się pojawia, to od niej uciekamy.

Teraz zaś w końcu jesteśmy wolni, teoretycznie wszystko jest przygotowane, a tu trzeba wziąć na wstrzymanie i zająć się najpierw sobą.

 

Tak wygląda dobre, może nawet najlepsze rozwiązanie. Nie jest łatwe, ale za to gwarantuje lata satysfakcji.

Może pojawić się lęk, czy ten wymarzony partner poczeka…cóż, czas pokaże. Jeśli to ta miłość, ten partner, to wszystko skończy się dobrze. Jeśli jednak on zniknie zanim ty będziesz gotowa, to oznacza, że on był tylko „przedskoczkiem” – Ty jednak już będziesz w pełni gotowa na miłość, która na pewno czeka już za rogiem J

Dzięki temu procesowi staniesz się świadomą, mądrą, szczęśliwą kobietą – to jest najlepsza nagroda, która może cię spotkać

Słowo na koniec – jeśli masz taką sytuacją, to nie czekaj, działaj, szkoda każdej chwili. Czym szybciej rozpoczniesz tę drogę, tym szybciej otrzymasz nagrodę.

Jurek dla każdego!

Z okazji Dnia św. Walentego, zainspirowany filmem „Sztuka Kochania” i doświadczeniami z własnego podwórka piszę dziś odezwę do mężczyzn i kobiet – „Każda pani zasługuje na Jurka, każdy Pan może być Jurkiem!”*

 

Sex, namiętność, podniecenie, erotyzm, ekscytacja to potrzeby nas wszystkich, o które powinniśmy stale dbać, zaspakajać je w swoim życiu. Życie bez namiętności, pasji, żywiołowości, nie jest pełnym, spełnionym, szczęśliwym życiem.

Od pierwszego wydania książki Wisłockiej mija 40 lat, a my nadal tkwimy w seksualnym przedszkolu. Sex jest wszędzie wokół nas, atakuje nas z praktycznie na każdym kroku, ale w domach, w sypialniach brakuje namiętności, pasji, zapomnienia się i oddania. Brakuje wiedzy, brakuje komunikacji, brakuje normalności, brakuje otwartości, brakuje odwagi, brakuje pasji. Co niestety pokazują badania, które ukazały się 2-3 dni temu 🙁

Ile to kobiet w Polsce myśli, że należą do tego gatunku kobiet, którym orgazm, ekscytacja, seksualna nirwana nie są pisane – interpretują to jako swoją „winę”, brzemię, pech, przeznaczenie.

Ilu panów w Polsce myśli o sobie, że nie jest, nie potrafi być seksualnym ogierem takim jak na filmach porno, wierząc, że jest to jedyny sposób, aby dać rozkosz swojej kobiecie i być postrzeganym jako super kochanek. Nie potrafiąc zrealizować, tych niemożliwych do zrealizowania, oczekiwań, popadają w frustrację, tracąc z każdym dniem poczucie własnej wartości, rezygnując z seksu ze swoją żoną, albo traktując to jako zło konieczne.

Ta seksualna frustracja musi gdzieś znaleźć ujście – dlatego polki zdradzają coraz więcej i częściej, a panowie udając, że tego nie dostrzegają spełniają swoje niezaspokojone potrzeby szukając szczęścia w internecie czy korzystając z aplikacji, aby znaleźć kobietę, która nie ma oczekiwań, z którą nie będą musieli się mierzyć.

Stop, to nie powinno tak wyglądać!

Drogi mężu, partnerze zakochaj się znów w swojej żonie – nawet jeśli od Waszego ślubu minęło 15-20 lat. Pamiętaj, że najbardziej erotycznym organem jest mózg – rozpocznij flirt, zadbaj o jej nastrój, przygotuj gorącą kąpiel ze świecami, sprawdź jej przyjemność w ciągu dnia – zaskocz ją zmysłowym sms’em, bądź jej rycerzem, skup się tylko na niej, dostrzeż na nowo wszystkie dobre rzeczy, które widziałeś w niej kiedyś. Zadbaj o dom, otoczenie, aby ona mogła całkowicie wyłączyć się programu „matka-polka”: zorganizuj dom bez dzieci, bez obowiązków, pokaż jej, że myślałeś o niej od samego rana.

Pomóż jej przełączyć się na program „dzika i zmysłowa kochanka”, bądź dla niej wszystkim o czym zamarzy, spróbuj odgadnąć jej potrzeby, eksperymentuj, odkrywaj na nowo, bądź tą nowością, dla której się otworzy. Bądź mistrzem nie poprzez sprawność fizyczną, ale poprzez bliskość, oddanie, namiętność, skoncentrowanie tylko na niej. Oddaj się pasji, potraktuj ją, jej ciało jako najpiękniejszy instrument, na którym zawsze marzyłeś, aby zagrać. Kosztuj ją jak danie z najwspanialszej restauracji, którym chcesz się rozkoszować, delektować, które masz ochotę pożreć z dziką żądzą, ale z drugiej strony pozwolić tej chwili, aby trwała godziny, całą noc….

Spójrz na nią oczami pełnymi zachwytu, dostrzeż piękno jej ciała, nawet jeśli nie jest idealne, spraw, aby poczuła się jak najpiękniejsza kobieta na świecie, ta najbardziej pożądana….spraw, aby poczuła,  że teraz jest kobietą, którą chcesz i będziesz nosił na rękach.

Czym więcej dasz od siebie, czym mniej będziesz myślał, a więcej oddal się pasji, sercu, namiętności, tym więcej dasz jej przyjemności, ekstazy, radości, szczęścia, spełnienia. Na tą chwilę przestań myśleć, a zacznij czuć i podążać za swoim…sercem.

Wyjdźcie z sypialni, zacznijcie się kochać w nowych miejscach, w nowy sposób, z nowymi pozycjami i zabawkami. Zacznijcie kochać się w inne dni niż soboty wieczorem – każdy dzień jest idealny. Kiedy ostatni raz kochaliście się za dnia? W kuchni, w łazience, w samochodzie, w pokoju hotelowym, w kinie?

Wnieście pieprz i rozkosz 🙂

Droga żono, jeśli Twój mąż ma problemy z kreatywnością, spontanicznością, zmysłowością, to weź inicjatywę w swoje ręce. Powiedz, napisz mu jak chcesz, aby wyglądała Twoja namiętna, niezapomniana chwila – daj mu kilka konkretnych wskazówek, ale większość zostaw jako puste miejsca, które on wypełni swoją osobowością.

Jeśli próbowałaś już tego nie raz i za każdym razem czułaś się niezrozumiana, czasami może odtrącona, to nigdy więcej nie pozwól, aby tak to się skończyło.

Zadbaj o siebie, zadbaj o swoje potrzeby.

Pasja, pożądanie, namiętność, ekscytacja, nasycenie, zapomnienie, erotyzm, sex, cudowne zaspokojenie, seksualne spełnienie, zmysłowość, żądza, zaspokojenie, orgazm, ekstaza, euforia, poryw, upojenie, natchnienie,  czułość, intymność, lubieżność, sensualność, dzikość, intensywność, żywiołowość, bliskość, pokusa –  wszystko to emocje (też potrzeby), na które zasługujesz, które masz prawo domagać się o ich zaspokojenie przez swojego małżonka, partnera.

Ale jedna uwaga – jeśli nie znasz swojego ciała, to nie będziesz wiedziała, jak sprawić sobie największą przyjemność na świecie. Jeśli chcesz coś otrzymać, najpierw poświęć kilka chwil, aby poznać swoje wspaniałe ciało, swoją wspaniałą seksualność.

Jeśli nie znajdziesz tego wszystkiego w domu, to znajdź sobie Jurka, który da Ci to wszystko – może to kolega w pracy, sąsiad, dawna miłość, której nie widziałaś 15 lat – w każdym z nich może być Twój Jurek! Zapomnij o konwenansach, sztywnych ramach narzuconych siłą przez rodzinę, społeczeństwo, kulturę, religię – bądź wolna, dzika, zmysłowa. Pomyśl o sobie, zrób coś dla siebie, tylko dla siebie! Zasługujesz na to, jesteś godna, należy Ci się to od życia!

Sex jest sztuką, nad którą trzeba trochę popracować. Niektórzy mają ten talent dany, ale większość potrzebuje treningu – czytajcie, rozwijajcie się w tym temacie. O seksie trzeba rozmawiać, uczyć się go i siebie wzajemnie.

Może część z Was powie, że to są oczywiste sprawy, że nie ma o czym mówić, bo przecież wszyscy wiemy jak to robić. Może tak jest, ale zadam Wam pytanie, na które sami sobie odpowiedzcie – ile z Waszych koleżanek, przyjaciółek, twierdz, że jej życie seksualne jest wspaniałe, kosmiczne, doskonałe?

Jeśli nie za dużo, to bierzmy się wszyscy do pracy, znaczy do przyjemności i ekscytacji 🙂

 

Jurek dla każdego!!!

Wspaniałego dnia św. Walentego i oby już każdy dzień był bardziej zmysłowy:)

ps. Jeśli nie wiecie o co chodzi z tym Jurkiem, to koniecznie obejrzyjcie „Sztukę kochania” – poznacie Jurka i spędzicie wspaniały czas na naprawdę dobrym filmie

Lęk przed bliskością – 4

Czy spodziewaliście się, że temat jest tak obszerny, głęboki? Przyznam, że ja sam tego nie widziałem. Gdy biorę nowy materiał do analizy, przemyślenia, sam nie wiem co mi wyjdzie, jakie pojawią się wątki, wnioski. Tn temat należy do tych ciekawych, bo ma mnóstwo zakamarków, niuansów – jest po prostu fascynujący 🙂

Dziś czwarta część, czyli co mam teraz z tym zrobić?

Jak dość często wspominałem w poprzednich częściach kluczem do pozbycia się tego lęku ze swojego życia jest wpierw uświadomienie go sobie i oczywiście przyznanie przed sobą, że „mam z tym problem”

Jeśli przejdziemy przez ten etap, to zostanie nam droga ku rozwojowi – nie widzę innego rozwiązania.

Przyznam, że czasami ciężko mi zrozumieć osoby, które kiedy uświadomiły sobie pewne trudność wokół siebie, postanawiają udać, że tego jednak nie ma – wybierają ścieżkę udawania, że nic się nie stało. Świadomie decydują się zostać w „starym i dobrze znanym piekiełku” – lęk przed nieznanym, przez koniecznością zmiany, rozwoju jest większy.

Cóż, każdy ma wolną wolę.

Ja piszę do tych co chcą iść do przodu, chcą zostawić złą przeszłość i patrzą z wiarą w przyszłość.

Rozwój w tym obszarze wiedzie przez poznanie swojej historii – kto, co, kiedy, jak wpłynęło na zaistnienie tego lęku u mnie. Nie będę ukrywał, że w przypadku tego problemu (lęku) prawie na pewno będzie trzeba przejść przez terapię. Tylko ona da rzeczywiście trwałe, dobre rezultaty i dużą szansę na zbudowanie umiejętności tworzenia dobrych związków po zakończeniu terapii. Gałązka (proces zmiany) jaka jest każdy widzi – nie ma tu czego objaśniać

 (…)Odkrycia przeszłych doświadczeń i źródeł aktualnych problemów stanowią duże wyzwanie, a ich dzielenie z partnerem – szczególnie gdy obawiamy się odrzucenia, jest jeszcze trudniejsze. W przejściu przez tę drogę, w odkryciu przyczyn swojego lęku może pomóc dobry psycholog, który okaże wsparcie i nie przyjmie narzuconej mu przez Ciebie roli w relacji. 

Psychoterapia pomaga dotrzeć do źródeł, zwiększyć samoświadomość i dzięki temu poszukać właściwych, działających rozwiązań – otwierając na rozwój osobisty i pozytywne myślenie o bliskich związkach.

 

Jednym z momentów, w których uświadamiamy sobie, że tkwimy w „bezpiecznym” ale, mało przyjemnym dla nas związku jest moment, gdy poznajemy kogoś nowego. Jeśli co jakiś czas potrzebujemy „skoku w bok” lub w romansie pojawiło się duże uczucie, to powinno to być dla nas sygnałem, że obecny związek nie zaspokaja wielu naszych potrzeb. Jednym z powodów może być fakt, że wybraliśmy sobie kiedyś „bezpiecznego” partnera, aby właśnie nie doświadczać lęku przed odrzuceniem, przed bliskością. Prędzej czy później dojdzie jednak do sytuacji, gdy pojawi się na Waszej drodze „miłość” i to będzie moment decydujący – zostać czy odejść.

Bardzo zniechęcam od bezpośredniego przejścia z jednego związku do drugiego. Potrzebne jest dobre rozstanie, dobre przepracowanie swoich demonów, a dopiero potem rozpoczęcie budowania nowego, dojrzałego związku. Ale pojawienie się „miłości” może być tym bodźcem, który w końcu da nam siłę i odwagę, aby coś ZROBIĆ. Specjalnie podkreślam słowo, które oznacza CZYN – słowa, zapewnienia, obietnice, znów słowa…nic nie zmienią 🙁

Zatem omówię właśnie ten konflikt

 

Moim celem jest moje szczęście. Aby to osiągnąć potrzebuję: miłości, spełnienia w związku, radości, ekscytacji, bliskości – dlatego też postanawiam związać się z nowym partnerem, który jest dla nie wyczekiwaną „miłością”.

Z drugiej strony moim celem jest moje szczęście, dlatego też potrzebuję: bezpieczeństwa, przewidywalności, świętego spokoju (uniknięcia stresu), dlatego też zostanę z moim ‘bezpiecznym”, dotychczasowym partnerem.

Mamy zatem poważny konflikt. Uciekamy przed nim pewnie przez dużą część swojego życia. Niezaspokojone potrzeby nigdy nie dadzą Wam spokoju, weźcie się zatem za rozwiązanie tego konfliktu.

Jakie rozwiązanie widzicie? Co możecie zrobić, aby Wasze potrzeby zostały zaspokojone? Co możecie zrobić, aby wyjść z tego konfliktu z siłą, podniesioną głową, poczuciem zadbania o siebie i niekrzywdzenia innych ludzi?

Czy widzicie jakieś rozwiązanie?

Jeśli nie, to w następnym poście zrobię pełną analizę założeń i poszukamy dróg rozwiązania.

 

Kilka dni temu znalazłem piękną piosenkę – oczywiście o lęku przed bliskością…koniecznie przeczytajcie słowa 🙂

Lęk przed bliskością – 3

Po kolejnym poście widzę, że temat jest bardzo interesujący i przyciąga kolejne osoby. Temat ważny dla wszystkich, warto zastanowić się nad nim w kontekście swojego życia, swoich związków – mam nadzieję, że pomoże uświadomić własne (lub partnera) ograniczenia, problemy, co powinno wpłynąć na ich naprawę.

Dziś trzecia część, poświęcę dziś uwagę na przyczyny tego stanu.

Poszukałem trochę i udało mi się znaleźć kilka możliwych przyczyn – nie ma jednej, najważniejszej. To co łączy je wszystkie to fakt „domu rodzinnego” – wszystkie nasze ograniczenia, lęk przed bliskością ma źródło w naszym domu, w naszych rodzicach

(…)jeśli w dzieciństwie rodzice ciągle fundowali nam huśtawkę emocjonalną, to w dorosłym życiu, będziemy doprowadzać do kryzysu w swoim związku, aby znów poczuć przypływ energii i sprowadzić wzajemne relacje na bardziej znajomy grunt.

Moim celem nie jest obwinianie rodziców – w tej chwili nie ma to najmniejszego sensu. Celem jest uświadomienie sobie tych „programów” i dorosłe, dojrzałe odcięcie się od nich. Przyjrzyjcie się kilku możliwym wariantom – może odnajdziecie swój dom w tych historiach. Jeśli to się uda, to powinno pomóc w zrozumieniu, akceptacji tego stanu, to zaś rozpocznie proces zdrowienia.

 

Zacznijmy od ogólnego spojrzenia na ten mechanizm związany z rodzicami:

 

Będąc dzieckiem mamy relację z naszym rodzicem. Jeśli w tej relacji byliśmy odsuwani, porzucani, to w dziecku wyrabia się przekonanie, że to jest jego wina (odpowiedzialność) – głównie dlatego, że ma poczucie bycia niegodnym miłości rodzicielskiej, niespełniania oczekiwań swoich rodziców. Jeśli ten stan trwał wiele lat, to wkraczamy w życie dorosłe z wbudowanym już ograniczeniem, lękiem aby ta sytuacja nie powtórzyła się w życiu dorosłym. Najbardziej „skutecznym” rozwiązaniem jest więc nie podchodzić do miłości zbyt blisko.

A teraz kilka bardziej szczegółowych scenariuszy:

Jeśli w domu było sporo konfliktów, kłótni, przemocy to dla małego dziecka związek łączy się bezpośrednio z cierpieniem. W swoim dorosłym życiu będzie więc unikał/a bliskości w związku, aby nie doświadczyć tego samego cierpienia. Myślenie jednak nie jest skoncentrowane na partnerze – będę ostrożna w doborze partnera – ale koncentracja idzie w kierunku, „nie będę angażować się w pełni z relację, bo w takiej sytuacji będę cierpieć”.

Kolejny wariant:

 

Jeśli jako dziecko było świadkiem pewnej manipulacji, którą jest warunkowa miłość – na przytulenie trzeba sobie mocno zasłużyć, a karą jest odsunięcie emocjonalne rodzica, to zbudowaliśmy sobie silne przekonanie, że na miłość trzeba sobie zasłużyć. Jeśli dołożymy do tego kolejne przekonanie, które zbudowaliśmy sobie będąc w takich warunkach, że nie jestem godny/a miłości, to znów mechanizmem obronnym jest lęk przez bliskością – prędzej czy później będę zraniona, przecież nie zasługuje na prawdziwą miłość.

 

Inna możliwość:

Tutaj mamy dość ciekawą wersję – może dotyczyć wielu osób, bo mamy model „Matki-Polki”, która jest mocno nadopiekuńcza.

Z pierwszym wariantem jest raczej zrozumiałe – jeśli matka była osobą chłodną, albo zwyczajnie nie potrafiła okazywać ciepła i miłości, to wytworzył się lęk przed bliskością, że będziemy się starać, opiekować partnerem, dbać o niego/nią, ale na końcu i tak zastaniemy odrzuceni. Ciekawa sprawa jest z tym drugim wariantem – nadopiekuńczości.

Taka matka pochłania, wypełnia każdą wolną przestrzeń – poddanie się więc takiej miłości jest powiązane z lękiem przed utratą autonomii, a przecież każdy jej potrzebuje! Mamy więc tu do czynienia z paradoksem z którego ciężko się wyrwać – pragniemy miłości, bliskości, ale ta kojarzy nam się tylko z utratą wolności, więc pojawią się różnego rodzaju zachowania odrzucające miłość, poszukujące autonomii.

 

Kolejny wariant:

To sytuacja również powszechna w Polsce z racji kultury „Matki-Polki” – ona wiecznie opiekująca się domem, kochająca, zapracowana, starająca się wszystkim dogodzić, a co dostaje w zamian? Jeśli była to obojętność, brak pozytywnego odbioru, to dziecko szybko wyrobi sobie przekonanie, że zwyczajnie nie opłaca się być blisko, nie opłaca się pracować dla związku, nie opłaca się dawać, skoro „wiemy”, że nie będzie wyrównania, oddania, zapłaty, korzyści. Lepiej więc mieć „bezpiecznego” partnera, który nie będzie chciał zbyt dużo bliskości, nie pojawi się ten dylemat.

 

Kolejne wariant związany jest ze zdradą jednego z rodziców – może romansem, w którym funkcjonowali rodzice przez jakiś czas:

Dziecko wiedząc, że jeden z rodziców jest w romansie z inną osobą często wini siebie za problemy rodziców. Z czasem może wyrobić sobie przekonanie, że nie jest ważnym dla tego rodzica, jest niegodnym miłości, dlatego rodzic ofiaruje tę miłość komuś innemu. Mając takie przekonanie mamy niestety gotowy scenariusz na ogromne trudności w tworzeniu i utrzymaniu dobrego, kochającego się związku w dorosłości. Bardzo możliwe, że pojawi się tu również lęk o porzucenie dla „młodszej i lepszej”, zwłaszcza gdy mocno działa nasze przekonanie o byciu niegodną miłości.

 

W poprzednim poście pisałem jakie zachowania mogą się pojawić u osób, które mają lęk przed bliskością. Jeśli pochodzisz z rodziny dysfunkcyjnej, jesteś DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika), to ryzyko funkcjonowania w tym lęku jest całkiem wysokie.

 

Dołączam jeszcze listę dość często spotykanych zachowań osób z lekiem przed bliskością:

  • Postawienie muru niedostępności
  • Poświęcenie się pracy zawodowej, rozwijanie kariery
  • Wypełnienie czasu wszelkimi aktywnościami
  • Unikanie trudnych rozmów
  • Ucieczka przy pierwszych poważnych kryzysach
  • Wyrażane głośno przekonania w stylu: związki są przereklamowane, porzucisz mnie dla innej, nie mam czegoś takiego jak miłość, każdy związek kiedyś musi się skończyć, itp.

Na koniec zachęcam do odważnego spojrzenia w lustro i zobaczenia, czy te sytuacje miały miejsce w moim życiu, jak mogły wpłynąć na moje dorosłe życie.

Uświadomienie jest tym pierwszym, najważniejszym krokiem.

Zapraszam na kolejną część, gdzie opisze możliwe rozwiązania.

 

Opracowanie własne na podstawie:
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/lek-przed-bliskoscia-skad-sie-bierze-jak-go-rozpoznac-jak-go-pokonac/wl5rg
https://mojapsychologia.pl/artykuly/2,zwiazki_relacje/301,lek_przed_bliskoscia_dlaczego_odrzucamy_to_czego_najbardziej_pragniemy.html
Maciej Bennewicz “Miłość toksyczna, miłość dojrzała, coaching relacji” 2016