Lęk przed bliskością – 2

W poprzednim poście rozpocząłem przyglądanie się dużemu obszarowi ludzkich relacji, a bardziej problemowi z utrzymaniem relacji, spowodowanej  „lękiem przed bliskością”. W pierwszym poście na ten temat przedstawiłem ogólny obraz. Po ilości odwiedzin strony widzę, że temat poruszył wiele osób – miałem taką nadzieję. W związku z tym, że temat jest poważny, dotyczy ogromnej ilości osób i jest bardzo złożony,  to będę omawiał go przez kilka kolejnych postów. Proszę o Wasze uwagi, komentarze – to pozwoli mi na lepsze opisanie tematu.

Dziś opiszę przykłady, symptomy, najczęstsze zachowania osób, które mają lęk przed bliskością. Bądźcie uważni, zakwestionujcie samych siebie, wyjdźcie ze strefy komfortu i zobaczcie czy odnajdujecie się w jakieś podanej poniżej sytuacji.

To dość paradoksalne – im bardziej chcemy być blisko i intymnie z drugim człowiekiem, tym silniej nasz wewnętrzny wróg się temu sprzeciwia.

To zdanie bardzo trafnie opisuje ten problem, zagadnienie. Czy mieliście kiedykolwiek to uczucie? Jeśli nie wiecie, nie jesteście pewni lub zwyczajnie lękacie się przyznać przed sobą, to spójrzcie na poniższe sytuacje.

W tym poście pokażę kilka prostych zależności, w kolejnym już bardziej „zaawansowane” przykłady. Jak już pisałem w pierwszym poście – najważniejsze jest UŚWIADOMIENIE sobie tego problemu – pokażę więc kilka naturalnych sytuacji, mam nadzieję, że pomoże wam to w diagnozie.

Zacznijmy od najprostszych sytuacji:

 

Jeśli w swoim domu byłeś/byłaś wychowany w domu bez miłości, emocji, uczuć, to praktycznie na pewno nie będziesz potrafił/a radzić sobie z emocjami, uczuciami w dorosłym życiu. Gdy robi się zbyt blisko, emocjonalnie, to naturalnym mechanizmem obronnym będzie ucieczka.

 

Jeśli, chcesz pragniesz miłości, ale z drugiej strony boisz się odrzucenia (z wielu różnych powodów – o tym w dalszych przykładach), to oczywiście pierwszą reakcją obronną będzie samodzielne odrzucenie. Zdarzy się tak zawsze, gdy oddamy władzę naszym lękom, zaczniemy szukać potwierdzenia, że mamy rację, że za chwilę i tak bylibyśmy odrzuceni – robimy więc to pierwsi. Naturalne zachowanie.

 

Wejdźmy trochę głębiej, szerzej:

 

Jesteś na pewno spragniony/-a miłości, ale…jeśli nie znasz siebie, nie znasz swoich potrzeb, to w takich sytuacjach mamy silną tendencję do oszukiwania siebie – zakładamy różne maski, jesteśmy „lepsi”. Gdzieś jednak czai się zawsze lęk przed wyjawieniem prawdy, kłamstwo ujrzy światło dzienne – zdecydowana większość ludzi woli więc odrzucić miłość, niż zmierzyć się z prawdą na temat własnej osoby. Bez problemu znajdziemy powody, argumenty, że jednak on/ona okazali się niegodni naszej miłości, niż rozpocząć długą i czasami bardzo ciężką pracę nad sobą, zmierzenia się ze swoimi demonami.

Jak możemy pozbyć się „problemu”?

To bardzo częsta sytuacja – postawienie partnerowi lub sobie poprzeczki tak wysoko zawieszonej, że nikt nie jest w stanie jej przeskoczyć. Wtedy czujemy się „usprawiedliwieni”, łatwiej sobie wybaczyć – próbowałem, ale jednak się nie udało. Pytanie czy rzeczywiście próbowałem?

Przykładami takich sytuacji mogą być oczekiwanie tak zwanych dowodów miłości od partnera: żeby partner porzucił dla mnie swoją rodzinę, zwłaszcza dzieci, wyjazd na koniec świata i rozpoczęcie życia od nowa, itp., Na pewno znacie takie przykłady – życie pisze najlepsze scenariusze.
Takie oczekiwania mogą być formowane także w stosunku do siebie: opuszczenie rodziny w ważny dzień (np. wigilia, urodziny dziecka), przyznanie się do romansu podczas spotkania z całą rodziną, itp. W takiej wersji bierzemy „odpowiedzialność” na siebie – wskazujemy na siebie, jaką tę słabszą osobę, jeszcze bardziej  nakręcamy spiralę „nie jestem godna”.

Jak już pisałem w pierwszym poście praprzyczyną będzie, wg praktycznie wszystkich psychologów, terapeutów, wzorzec wyniesiony z domu – to jak działał związek, relacja naszych rodziców – szczegółowo zajmę się tym tematem w kolejnym poście.

Ten negatywny wzorzec bardzo często skutkuje naszym niskim poczuciem własnej wartości – my Polacy mamy tego naprawdę dużo, nieprawdaż?

Jak to skutkuje więc na nasze późniejsze relacje?

Jeśli mam niskie poczucie wartości, to będzie to skutkowało w dwóch obszarach. Pierwszy, nie kocham siebie. Jeśli zaś nie kocham siebie, to nie mogę dać miłości drugiemu człowiekowi. Drugi obszar, to fakt widzenia siebie jako emocjonalnie ubogiej osoby. Niskie poczucie własnej wartości też będzie wpływało na to, że nie będę czuł się godny/a miłości od drugiego człowieka. To wszystko powoduje, że nie potrafimy przyjmować miłości od najbliższego nam partnera/ki. Jeśli więc nie potrafię dawać, ani brać, to bardzo szybko pojawią się różnego rodzaju destrukcyjne działania, zachowania, oczekiwania, aby relacja ta skończyła się jak najszybciej, bo już od dawna staje się dla nas emocjonalnym ciężarem.

Co więc robimy?

Na końcu mamy „satysfakcję’, że znów miałem/-am rację o związkach 🙁

 

To zaś prowadzi nas do takich sytuacji:

Czy jest to dobra sytuacja dla nas? Czy dzięki temu rozwijamy się jako człowiek, jako partner? Mamy dużo doświadczeń, ale czy od tego przybywa nam mądrości i dojrzałości? Czy w takich relacjach znajdujemy spełnienie, szczęście, miłość?

 

Reasumując najprościej jak się da:

 

Jeśli nasze serce jest pełne lęku, to przeniesiemy to na partnera, relacje, a to oznacza koniec – kwestią jest tylko czas, ciekawością forma.

 

Do refleksji;

  • Jakie wspomnienia, emocje, uczucia pojawiają się gdy czytasz na ten temat?
  • Jakie konkretne sytuacje pojawiły Ci się, które wydarzyły Ci się w przeszłości?
  • Jakie wnioski, lekcje możesz dziś wyciągnąć z takich sytuacji ze swojego życia?
  • Jak zachowałabyś się dziś w tej samej sytuacji? Dlaczego? Czy jesteś dziś już inną, bardziej świadomą osobą?
  • Co zamierzasz zrobić, gdy znajdziesz się znów w takiej sytuacji?

 

 

Opracowanie własne na podstawie:
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/lek-przed-bliskoscia-skad-sie-bierze-jak-go-rozpoznac-jak-go-pokonac/wl5rg
https://mojapsychologia.pl/artykuly/2,zwiazki_relacje/301,lek_przed_bliskoscia_dlaczego_odrzucamy_to_czego_najbardziej_pragniemy.html
Maciej Bennewicz “Miłość toksyczna, miłość dojrzała, coaching relacji” 2016

 

Lęk przed bliskością – 1

W najbliższych 4-5 postach poruszę temat „LĘKU PRZED BLISKOŚCIĄ”.

Dwie informacje na starcie.

Pierwsza, oczywiście nie chodzi tu o lęk przed fizyczną bliskością, ale emocjonalną – pełne zaufanie drugiemu człowiekowi, pozbycie się  swoich mechanizmów obronnych. Drugie – problem dotyczy panów i pani – nie spotkałem się z informację, że któraś z płci ma z tym większy problem.

Temat nie jest łatwy, bo jak twierdzi większość psychologów, terapeutów jest to lęk nieświadomy – skoro nie zdajemy sobie z niego sprawę, to jak możemy go „naprawić”?

Temat dotyczy bardzo wielu osób – nie spotkałem się z żadnym statystykami, ale jak spojrzymy na przyczyny, to pewnie sami dostrzeżecie, że może go mieć zdecydowana większość ludzi.

Temat jest dla mnie również bardzo ciekawy, gdyż sam miałem możliwość doświadczania tego lęku u moich partnerek – większości. Sytuacja jest trudna do uchwycenia, omówienia, bo często wiąże się z dużymi emocjami, sytuacjami, w których praktycznie nikt nie lubi być, przebywać, a tym bardziej o nich rozmawiać.

Dziś pokażę obraz ogólny („big picture”) a w kolejnych postach pochylę się niżej nad poszczególnymi obszarami tego lęku, aby puścić na niego jak najwięcej światła, zrozumienia – to jest główna strategia zwalczania go.

Jeśli masz pewne wzorce z dzieciństwa – o tym właśnie napiszę w kolejnym poście – które wyniosłaś z domu rodzinnego, poprzez obserwację swoich rodziców, to skutkiem tych wzorców jest to, że masz pewne przekonania na temat miłości, związku, relacji, mężczyzn, kobiet, itp. Jeśli Twoje pierwsze dorosłe doświadczenia związane były ze zdradą, porzuceniem, czy innymi złymi sytuacjami i jeśli nie masz zbyt wysokiego poczucia własnej wartości (związane to jest z domem rodzinnym), to prawie na pewno będziesz wchodziła w związki z dużym lękiem – przed porzuceniem, skrzywdzeniem, zdradą, itp.

Jednak naturalna potrzeba społeczna – bycie w relacji z drugim człowiekiem weźmie górę – spowoduje, że prędzej czy później zwiążesz się z kimś. Teraz są dwie ( a może i więcej) dróg.

 

Pierwsza, partner nie jest miłością Twojego życia. Czujesz się z nim bezpiecznie, nie czujesz się gorsza od niego, pewnie nawet ty rządzisz w tym związku. Jest to więc „bezpieczna” relacja – masz ją pod kontrolą, nie powinno nic złego spotkać cię od tego człowieka.

Ale są też minusy – to nie jest miłość więc, zwłaszcza po kilku latach, związek jest zwyczajnie nudny, bardzo przewidywalny, a twoje potrzeby (miłości, radości, ekscytacji, spełnionego życia, namiętności, przygody, itp.) zaczną z każdym rokiem coraz bardziej się upominać o zaspokojenie. Twoje życie więc prawie na pewno nie będzie należało do szczęśliwych i spełnionych.

Potrzeba miłości, prawdziwej miłości wciąż woła i czeka i kiedy jesteś już gotowa ona stanie na twojej drodze. Umysł, ciało będzie krzyczało z radości, szczęścia – to pełna ekscytacja, motyle w brzuchu, spełnienie wieloletnich marzeń o prawdziwej miłości, księciu na białym rumaku, bycie księżniczką dla niego, i wiele tego rodzaju myśli, uczuć. Sex, namiętność będzie najpiękniejsza, najwspanialsza w twoim życiu. Każda chwila twojego dnia związana jest z nim (nią). Sielanka, spełnienie marzeń, raj…..niezupełnie, tu się właśnie pojawia bohater naszego postu – lęk przed bliskością.

Wszystkie te złe rzeczy, które były, są w tobie (złe wzorce, nieprawdziwe przekonania, złe doświadczenia) plus coś jeszcze. Jeśli masz niskie poczucie własnej wartości to bardzo często pojawi się poczucie „niezasługiwania” na tak wspaniałego partnera:

Im bardziej rośnie intymność i zaangażowanie, tym silniej pod spodem urasta LĘK przed zdradzeniem jednego z największych sekretów miłości, że w gruncie rzeczy uważam siebie za nudną, nieatrakcyjną, nieciekawą osobę, która przypadkiem została wybrana lub sprytem usidliła partnera. Lęk przed odkryciem tej tajemnicy bywa dla wielu osób ukrytym motywem przewodnim miłości. Łatwo przewidzieć, co może wydarzyć się dalej.*

Wszystko to powoduje, że zaczynamy sami odpychać tę miłości – poprzez dziwne, zaskakujące zachowania, które mają zniechęcić partnera lub siebie. To może być również stawianie partnerowi lub sobie stawianie wymagań, które są praktycznie nie do zrealizowania (np. zakończenie swojego małżeństwa w Wigilię).
O możliwych scenariuszach napiszę w kolejnych częściach tego cyklu.

Wszystkie te nagłe, złe, niedobre zachowania służą temu, aby zakończyć tę miłość w sytuacji, gdy staje się niebezpieczna. Taką sytuacją jest np.: zaangażowany partner w romansie stawia sytuację na ostrzu noża. Romans jest tak naprawdę bezpieczny. Ale pełne zaangażowanie, związanie się z tym jedynym uruchamia ten lęk (cały mechanizm) i jest on tak silny, że to musi zakończyć się katastrofą. Nazywam to katastrofa, bo całe życie marzymy o takiej miłości, a gdy ona się pojawia to nie potrafimy jej przyjąć i musimy ją zakończyć i pozostać w cierpieniu.

Teraz opisałem pierwszą drogę. Inną jest, że spotkałaś miłość już na początku swojego życia – uciekłaś tak samo, ale we wspomnieniach masz ja do dziś. A żyjesz pewnie z „bezpiecznym” partnerem i starasz się nie wspominać za często tej jedynej miłości.

Jakie jest lekarstwo? Najwięcej pracy to UŚWIADOMIENIE sobie, że ten problem mnie dotyczy. Spojrzenie na swoje związki i dostrzeżenie tej reguły – było tak idealnie, pięknie….a potem zawsze coś – czy naprawdę „coś”? ile w tym „coś” było ode mnie? Jeśli będziesz szczera ze sobą, to masz klucz do rozwiązana tego problemu. Co dalej? To już w następnych postach.

Co utrudnia uświadomienie sobie tego problemu, to fakt, że jest on rozłożony na długie latam, prawie całe nasze życie – tu macie gałąź logiczną, która pokazuje to na jednym obrazku – pomogło?

 

Temat trudny…do refleksji

  • Jeśli znalazłaś się tej historii, to kogo, kiedy dotyczyła?
  • Jak często już zdarzyło Ci się tak zachować?
  • Co z tym do tej pory zrobiłaś?
  • Co możesz zrobić, aby to się nie powtórzyło?

 

Opracowanie własne na podstawie:
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/lek-przed-bliskoscia-skad-sie-bierze-jak-go-rozpoznac-jak-go-pokonac/wl5rg
https://mojapsychologia.pl/artykuly/2,zwiazki_relacje/301,lek_przed_bliskoscia_dlaczego_odrzucamy_to_czego_najbardziej_pragniemy.html
Maciej Bennewicz „Miłość toksyczna, miłość dojrzała, coaching relacji” 2016

Czy zostawić żonę? Cz. 3

Kolejny odcinek z dylematem mężczyzny czy zostać w małżeństwie.

Dziś zajmę założeniami ze strony potrzeb za pozostaniem w małżeństwie.

Aby zostać w małżeństwie pojawią się na pewno potrzeby bezpieczeństwa i świętego spokoju. Dlaczego nie ma tu miłości? Bo jeśli ona jest to nie ma wątpliwości, nie ma tego konfliktu. A jeśli jej nie ma, albo mamy wątpliwości odnośnie naszych uczuć, to właśnie wtedy pojawią się te potrzeby.

 

Jakie założenia pojawią się w przypadku tych potrzeb?

Są to:

  1. Tylko pozostanie w domu da mi poczucie stabilizacji – naprawdę?
  2. Pozostanie w związku jest łatwiejsze – czy rzeczywiście?
  3. Pozostanie w związku da je mi codzienne korzyści – naprawdę?
  4. Mogę sprawdzać się jako mężczyzna będą nadal w związku małżeńskim – czy rzeczywiście?
  5. Pozostanie w związku jest mniej stresujące niż zmiana życia– naprawdę?

Kilka słów komentarza.

Mężczyźni, oprócz patrzenia „zero-jedynkowego” mają jeszcze jeden aspekt, który jest bardzo ważny podejmowaniu decyzji A czy B – pragmatyczność.

Może to zabrzmi okrutnie, ale dla wielu facetów ten aspekt będzie miał bardzo duże znaczenie w zastanawianiu się nad pozostaniem w związku – język korzyści, np.: gdzie i jak łatwiej zdobędę obiad, gdzie i jak łatwiej będę czyste ubrania, itp.

Większość z mężczyzn nie posiadła w swym życiu umiejętności takich jak: ugotowanie obiadu i posprzątanie po nim, uruchomienia pralki, wyprasowania koszul. Bardzo mocno przyczyniły się do tego nasze matki, jak i nasze żony. Nie można więc całkowicie winić teraz nas, że rozpatrujemy przyszłość naszego małżeństwa z perspektywy garnka, żelazka, czy brudnej bielizny – dla mężczyzny do mogą być kwestie życia i śmierci.

Proszę zatem nie dziwić się że pojawiły się takie założenia, takie obszary do myślenia – raczej nie znajdziecie tu miłości, emocji, uczuć, rozważań nad sensem życia.

Spójrzmy zatem okiem obserwatora, czy te założenia rzeczywiście są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

Ad. 1 – półprawda, dlaczego? Jeśli zostaniesz w małżeństwie to poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji będzie teoretycznie zrealizowane. Tylko tyle, bo jeśli facet nie ruszy tyłka i nie weźmie się za siebie to bardzo możliwe, że to sfrustrowana kobieta odejdzie.

Ad. 2 – półprawda – teoretycznie tak, znamy się już na wylot, znamy swoje wzorce, mechanizmy – wszystko jest pod kontrolą. Do czasu, gdy obudzimy się, gdy nasza żona wyrzuci nas z mieszkania, bo jesteśmy najgorszym mężem na świecie. „Łatwe” nie będzie przez całe życie

Ad. 3 – półprawda – tak, do czasu, aż kobieta powie dosyć. Jeśli chcesz czerpać korzyści, to zacznij dawać – jestem pewny, że lista rzeczy, od których mógłbyś zacząć jest bardzo długa

Ad. 4 – półprawda – to już kwestia bardzo indywidualna. Nie będę tu dawał ogólnego komentarza.
Można ten dylemat „zdradzać czy nie” zanalizować w osobnej chmurce

Ad. 5 – półprawda – na pewno, ale tylko pod warunkiem, że zaczniesz dawać.

 

Jakie będą założenia otwierające:

  1. Tak, jeśli zaczniesz pracować nad związkiem
  2. Tylko, jeśli dokonasz zmian i rozwoju – siebie i związku
  3. Tak, ale jeśli nie zadbasz o żonę, związek, to korzyści przestaną płynąć
  4. Teoretycznie tak, jeśli będziesz ostrożny i nie będziesz ranił innych
  5. Tylko pod warunkiem zmiany siebie, wsparcia małżonki, pracą nad związkiem

 

Reasumując

Pozostanie w związku nie gwarantuje żadnego szczęśliwego związku, tym bardziej do końca życia. Jeśli nie weźmiesz się do roboty, to jest tylko kwestią czasu, że za chwilę to twoja żona może podjąć decyzje i działania, które nie będą przyjemne dla Ciebie.

Dla Pań – wymagajcie, oczekujcie, mówcie i krzyczcie – faceci są leniwi, unikają odpowiedzialności i kierują się korzyściami. Jeśli przyjmiecie mężczyznę z powrotem do swojego domu to TYLKO na waszych warunkach, inaczej gotujecie sobie kolejny koszmar.

Czy zostawić żonę? Cz. 2

W ostatnim poście rozpocząłem analizę konfliktu o kontynuacji lub nie, małżeństwa z perspektywy mężczyzny.

Dziś zajmę założeniami ze strony potrzeb za zakończeniem małżeństwa. Jeśli nie znacie tego procesu analiz to zachęcam Was do zapoznania się z postami „czy zakończyć swoje małżeństwo” – tam, szczegółowo, przedstawiłem cały proces. Tu, już od razu, przejdę do analizy.

Panowie mają najczęściej prostsze potrzeby jeśli chodzi rozwód – główną potrzebą jest odzyskanie WOLNOŚCI – w tym pojęciu mieści się dużo zagadnień. Rozszerzę ten temat poniżej. Dodatkową potrzebą jest potrzeba „świętego spokoju” – też bardzo pojemne pojęcie.

 

Jakie zatem założenia pojawią się w przypadku tych potrzeb?

Są to:

  1. Tylko rozwód da mi wolność
  2. Tylko odejście od żony pozwoli mi odzyskać niezależność
  3. Tylko rozwód da mi możliwość spełnić się jako mężczyzna
  4. Tylko rozwód da mi poczucie świętego spokoju
  5. Tylko rozwód da mi poczucie szacunku dla samego siebie

Kilka słów komentarza.

Dla mężczyzny temat ten jest raczej prosty, mamy też tendencję do myślenia „czarno-białego” – wszystkie te założenia dla większości facetów są całkowicie prawdziwe. Jeśli męczą się w małżeństwie to wyjście z niego ma tylko same pozytywne aspekty i jego życie zmieni się całkowicie – w szczęśliwe, spokojne, radosne, lekkie, itp.

Wraz z odejściem od „złej i marudzącej żony” znikną wszystkie troski: zależność i konieczność ciągłego dostosowywania się, brak czasu na swój relaks, brak możliwości przygodnego sexu, itp. Większość panów, która jest obrotna, ma poczucie własnej wartości, lubi bawić się traktuje, po pewnym czasie, małżeństwo jako zabranie ich autonomii – koniec małżeństwa oznacza więc powrót do nieskrępowanej wolności, która w tej chwili jawi się jako „raj na ziemi”. Nie ma więc tu miejsca na głębsze zastanawianie się, analizy, przypuszczenia na temat konsekwencji, skutków dla zostawianej rodziny i swoich dalszych dni.

Spójrzmy zatem okiem obserwatora, czy te założenia rzeczywiście są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

Ad. 1 – półprawda, dlaczego? Duża część mężczyzn chce odzyskać wolność, aby od razu rozpocząć nowy związek – ktoś już na nich czeka. Wolność jest tu więc całkowicie złudna, co często okazuje się zaledwie po kilku miesiącach nowego związku.

Jeśli odchodzą, ale nie wchodzą w nowy związek, tylko decydują się na „odreagowanie” to możemy mówić o odzyskaniu poczucia wolności.

Ad. 2 – półprawda – rozwód dziś zawsze związany jest z bardzo pracowitym i trudnym czasem rozdzielności wspólnoty: opieki nad dziećmi, majątku, itp. Mężczyzna myśląc „czarno-biało” ma wrażenie, że wszystko to załatwi się w 3 minuty. Bardzo często jednak proces ten trwa długie miesiące, jeśli nie lata….niezależność jest tu więc tylko pozorna, co dla wielu facetów jest sporym szokiem.

Ad. 3 – półprawda – faceci potrzebują zdobywania, podbojów. Zakładają więc, że po odzyskaniu wolności wrócą na pierwsze strony gazet. Jest to oczywiście bardzo złudne – często wracają na rynek singli bez doświadczenia jak sobie poradzić na tym nowym polu – czym dłuższy staż, tym większa trudność w odnalezieniu się w nowej sytuacji. Podboje mogą się więc długo nie pojawiać, za to szybko pojawi się zwątpienie w poczucie własnej wartości, męskości.

Ad. 4 – półprawda – tak, ale….teraz wszystko na Waszych głowach panowie – pranie, sprzątanie, obiady, ogarnięcie się w codzienności, organizacja i opieka nad dziećmi. Dla wielu panów, którzy żyli pod opieka swojej żony to może być największy szok i brak umiejętności odnalezienia się w tej nowej, bardzo skomplikowanej sytuacji.

Ad. 5 – półprawda – tak, ale pod warunkiem dużej świadomości siebie. Spora część mężczyzn oddaje się we władanie swoim żonom – po kilku latach narzekają i pragną odzyskać siłę, szacunek do siebie, do samostanowienia, osiągnięć, itp. Ale jeśli nie wiedzą jak to zrobić, to trudno uzyskać poczucie odzyskania szacunku do samego siebie.

 

Jakie będą założenia otwierające:

  1. Tak, ale utrzymasz ją tylko, jeśli będziesz miał pomysł na siebie.
    Zagadnienie wolności związane jest tylko i wyłącznie z wnętrzem – jeśli nie jesteśmy tego świadomi i poszukujemy jej na zewnątrz, to tak naprawdę nigdy jej nie zyskamy.
  2. Tylko jeśli z rozwodem uda się od razu ustalić niezależność prawną, finansową, opiekę nad dziećmi.
    Wymaga to jednak konkretmych przygotowań, np; terapia małżeńska, czy mediacje
  3. Tylko jeśli będziesz wiedział czego Ci potrzeba i jak to osiągnąć
    Konieczny rozwój osobisty – zadbanie o swojego ducha i ciało
  4. Tylko jeśli będziesz wiedział czego Ci potrzeba i jak to osiągnąć
    Konieczny rozwój osobisty – przejęcie odpowiedzialności za własne, codzienne, życie
  5. Tylko jeśli będziesz wiedział czego Ci potrzeba i jak to osiągnąć
    Konieczny rozwój osobisty – samoświadomość

 

Reasumując.

Rozwód jest pierwszym krokiem do odzyskania wolności, ale na pewno nie jedynym. Jeśli mężczyzna nie przejmie odpowiedzialności za swoje życie to bardzo szybko wyląduje w nowym – bardzo podobnym do poprzedniego – związku lub przyjdzie ze skulonym ogonem i będzie prosił o przebaczenie i przyjęcie go przez żonę.

Zanim więc poczujesz zew wolności i zaczniesz marzyć jak pięknie jest po drugiej stronie, to zatrzymaj się i zastanów się dobrze, czy jesteś w stanie poradzić sobie z tą wolnością.

ale….podobnie jak w przypadku pań – jeśli mężczyzna żyje w toksycznym związku, gdzie to kobieta jest tą osobą dominującą, niszczącą, agresywną, to taki związek trzeba przerwać praktycznie natychmiast, a swoim rozwojem można się zająć już w bezpiecznych warunkach.

 

W następnym poście przyjrzę się założeniom, aby zostać w małżeństwie.

Czy zostawić żonę?

Przez ostatnie wpisy starałem się zanalizować konflikt na temat zakończenia małżeństwa ze strony kobiety. PO statystykach widzę, że posty cieszą się dużą popularnością.

Postanowiłem więc pójść dalej z tym samym tematem i pokazać go teraz z perspektywy mężczyzny. Jak wszyscy dobrze wiemy bardzo się od siebie różnimy…co nie zmienia faktu, że praktycznie zawsze jesteśmy w myśleniu „skoro ja tak myślę, to on na pewno też tak myśli” – życie bardzo mocno weryfikuje to założenie. A kiedy jest nie po naszej myśli to często pojawia się obwinianie, tej drugiej osoby J

Czy chcę zakończyć swoje małżeństwo?

Takie pytanie stawia sobie mnóstwo panów w swoich związkach – nie będę tu wybielał postaw facetów, postaram się tylko pokazać obraz z ich perspektywy. Zachęcam, aby pozbyć się wartościowania („faceci to świnie”), a bardziej skupić się na różnicach, które trzeba zaakceptować. Dopiero wtedy pojawi się umiejętność radzenia sobie z tymi różnicami.

Powiedziałem, że stawia je sobie wielu mężczyzn, bo przez biologię, ewolucję, jesteśmy inaczej stworzeni i do innych celów wytrenowani. Nie będę tutaj opisywał tych różnic, wierzę, że wszyscy jesteśmy tego świadomi.

 

Dziś pierwsza część analizy tego konfliktu.

 

Od prawej do lewej czyli…

„Chcę zakończyć małżeństwo” a z drugiej strony tego nie chcę. Aby zrozumieć dlaczego tak chcę/nie chcę, musimy zdefiniować potrzeby. I tak, chcę zakończyć małżeństwo bo mam następujące potrzeby:

  • Wolność – to dla mężczyzny największa potrzeba. Każdy związek zabiera ją mężczyźnie i jest tylko kwestią czasu, gdy zacznie o niej marzyć, potrzebować. „Wolność” w tym przypadku ma oczywiście wiele twarzy, ale zajmę się tym w kolejnym poście
  • Świętego spokoju – w tych dwóch słowach zaklęta jest cała filozofia 99% facetów. Co to tak naprawdę oznacza? Tu już każda kobieta musi odkodować swojego męża i znaleźć cechy jego „świętego spokoju”. Jedna uwaga – duża części kobiet pyta swoich mężów o to czego chcą i najczęściej dostają odpowiedź „świętego spokoju” – to najbardziej poważna, szczera i bezpośrednia odpowiedź jaką może udzielić mężczyzna – zachęcam Was, abyście to naprawdę usłyszały i nie starały się znaleźć drugiego, trzeciego dna…nie ma go 🙂

W tych dwóch potrzebach kryje się całe szczęście mężczyzny. Jeśli kobieta znajdzie sposób, jak pomóc w ich zaspakajaniu to ma faceta, który będzie ją kochał do końca życia….co nie znaczy, że nie będzie jej zdradzał. Proszę nie mylić pojęć.

Jeśli facet w małżeństwie nie znajdzie spełnienia w tych dwóch potrzeb, to szybko zacznie oglądać się na zewnątrz. Te dwie potrzeby dotyczą 100% facetów. Jakich jeszcze potrzeb poszukują mężczyźni decydując się na odejście? Ci bardziej świadomi, dojrzali, poszukujący pragną jeszcze:

  • Bycia potrzebnym
  • Docenienia
  • Bliskości i czułości

 

To teraz spójrzmy na potrzeby za pozostaniem w małżeństwie:

  • Bezpieczeństwo – od razu powiem, że to jest „inne” bezpieczeństwo niż u kobiet. Raczej chodzi tu o prozaiczne aspekty codziennego dnia, zaopiekowanie: obiad, wyprane i wyprasowane rzeczy, organizacja życia, sprzątnięty i zaopiekowany dom. Czym więcej z tych rzeczy robi kobieta, tym bardziej niezaradny jest facet i to będzie go trzymało przy swojej kobiecie. Ale nie jest to „przepis na sukces” – zawsze gdzieś, za rogiem jest kobieta, która może zrobić to lepiej. W ostateczności jest jeszcze mamusia…
  • Święty spokój – znów się pojawia, ale tym razem pod inną postacią…”nie chce mi się” – to wszystko

 

Wspólny cel? To co chce osiągnąć w tej sytuacji – być szczęśliwy. Mężczyźnie, jak widać niewiele trzeba…

Czy widzicie tu swojego męża, partnera? Często mówimy kobietom, że jesteśmy naprawdę prości…duża część z Was w to nie wierzy. Mam nadzieję, że zobaczycie, usłyszycie teraz tą rzeczywistość 🙂

W następnym poście pokażę, zanalizuje założenia stojące za potrzebami.

Proszę o Wasze uwagi, komentarze 🙂

Czy zakończyć swoje małżeństwo? Cz. 4

W poprzednich dwóch postach zaprezentowałem pełną analizę założeń do potrzeb, czy zakończyć swoje małżeństwo, czy nie.

Przypominam, że gdy stosujemy myślenie krytyczne i narzędzia TOC, to naszym celem jest PEŁNE przedstawienie konfliktu, a potem jego zrozumienie. Jeśli to zostanie dobrze zrealizowane, to dopiero wtedy przechodzimy do poszukiwania rozwiązań.

Jak to robimy?

Szukamy go w założeniach otwierających – to one rzucają nowe światło na nasze dotychczasowe spojrzenie o konflikcie.

Przypomnę założenia otwierające do strony konfliktu, aby zakończyć małżeństwo

  1. Tylko wtedy, gdy potrafisz znaleźć szczęście w sobie
  2. Tak, ale jeśli będziesz świadoma co zrobić z tą wolnością, jak dobrze zadbać o siebie
  3. Tylko wtedy, jeśli będziesz świadoma swoich potrzeb i tylko wtedy, gdy będziesz wiedziała jak je zaspokajać
  4. Da możliwość nowego związku, ale tylko pracując nad sobą i nową związkiem stwarzam szanse na powodzenie nowej relacji
  5. Tak, ale tylko wtedy, gdy świadomie zadbasz o swoje potrzeby i poczujesz swoje własne szczęście i będziesz wiedziała jak przekazać ten spokój i szczęście na własne dzieci

Reasumując, można dostrzec, że najpierw poświęć czas dla siebie, aby poznać siebie – uświadomić sobie swoje potrzeby, wiedzieć jak je zaspokajać. Kolejnym krokiem może być podjęcie terapii indywidualnej, której celem będzie zrozumienie powodów niepowodzenia małżeństwa oraz znalezienie swoich ograniczeń, słabości, które będzie można „naprawić” – wtedy będziemy gotowi na dobre zakończenie związku. Ważnym elementem jest poświęcenie uwagi na znalezienie szczęście w sobie, a nie na zewnątrz.

 

Zobaczmy teraz założenia do drugiej strony konfliktu:

  1. Tylko pełna naprawa relacji może dać poczucie bezpieczeństwa w tym małżeństwie
  2. Tylko będąc „dobrą żoną” można liczyć na pewną akceptację, trzeba jednak dostosować się do oczekiwań
  3. Zostanę w „znanym piekle” – tylko naprawa związku może zlikwidować piekło
  4. Tylko naprawa związku spowoduje że może pojawić się szczęście, co wpłynie na dzieci
  5. Tylko wola obu stron, ciężka praca i otwartość na duże zmiany może dać szansę na naprawienie

Tutaj możemy wywnioskować, że liczenie na to, że „się samo naprawi” jest obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia. Jeśli jednak zdecydujesz się na pozostanie, to zrób wszystko co możliwe, aby inicjatywa była po Twojej stronie. Patrz na siebie – tylko to możesz zmienić. Nie staraj się uszczęśliwić wszystkich, bo to zawsze źle się kończy.

 

Teraz staramy się to połączyć i zobaczyć czy te rozwiązania zaspokajają nasze potrzeby.

Skoncentruj się na sobie, zadbaj o siebie, o swoje szczęście. Jeśli nie wiesz jak to zrobić, to udaj się po profesjonalną pomoc. Postaw jasne warunki dla męża, na których możesz spróbować zawalczyć o małżeństwo po raz ostatni. Jeśli ich nie spełni, to nie patrz na otoczenie, tylko odejdź, skup się na sobie, zadbaj o swoje szczęście. Postaw siebie na pierwszym miejscu.

 

Czy zaspokaja to nasze potrzeby?

Jeśli zaspokaja, to proces jest zakończony. Jeśli nie zaspokaja, to wracamy i szukamy nowych założeń otwierających, nowych rozwiązań i znów je konfrontujemy z potrzebami.

 

Choć omawiany konflikt jest bardzo powszechny, to oczywiście moja analiza musi pozostać na bardzo ogólnym poziomie. Odpowiedź na to pytanie jest oczywiście bardzo trudna. Tysiące okoliczności mają wpływ na ostateczną decyzje. Inaczej spojrzymy na rozwiązanie, jeśli jesteśmy 5 lat po ślubie, inaczej gdy 15, a jeszcze inaczej po 25 latach. Inaczej konflikt ten będzie rozpatrywany gdy chcemy odejść od męża i być samą, a inaczej gdy chcemy odejść do nowego partnera.

Osobnym obszarem w tej sytuacji jest osoba męża – czy Wasze życie to nieustanne kłótnie i duża emocjonalność, czy też żyjecie tylko obok siebie, a łączą Was tylko….weekendowe zakupy.

Zachęcam Was do posłużenia się tym procesem, aby przeanalizować swój własny konflikt. Nawet jeśli nie znajdziesz odpowiedzi od razu, to korzyścią będzie, że tak dokładnie spojrzysz na siebie, na swoje potrzeby, na swoje życie – to już będzie największy krok w zatroszczeniu się o siebie 🙂

 

 

 

Czy zakończyć swoje małżeństwo? Cz. 3

Dziś zakończę analizę założeń i zatrzymam się nad niektórymi nowymi obszarami, które zawsze pojawiają się przy analizie założeń.

Przeanalizujmy zatem dolną część chmurki i założenia stojąca za potrzebami

Nie chcę zakończyć małżeństwa, a moimi potrzebami za tą decyzją są: poczucie bezpieczeństwa, akceptacji społecznej, ochrony przed stresem, bezpieczeństwa dla dzieci, uratowanie małżeństwa.

 

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Tylko pozostanie w związku da mi poczucie bezpieczeństwanaprawdę?
  2. Tylko pozostanie w małżeństwie spowoduje, że będą akceptowana przez rodzinę i przyjaciół naprawdę?
  3. Tylko pozostanie w związku uchroni przed stresem związanym ze zmianą dotychczasowego życia
  4. Tylko pozostanie w związku da spokój i szczęście moim dzieciom
  5. Tylko pozostanie w związku da je mi szansę naprawienia małżeństwa

 

To założenia, argumenty logiczne, stojące za żądaniami.

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe:

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

Żadne z pięciu założeń nie jest w pełni prawdziwe. Taka sytuacja – nieprawdziwe założenia – ma bardzo często miejsce.

Może być wiele powodów – założenia kiedyś były prawdziwe, ale to było wiele lat temu, ale my ich nie zweryfikowaliśmy. Kolejnym powodem jest funkcjonowanie wg pewnych przekonań, takich jak; „zadaniem kobiety jest opieka nad rodziną, mężem”, „raz zawarte małżeństwo trzeba kontynuować aż do śmierci”, „kobieta, która odeszła jest zła”, itp., itp. – jest tego mnóstwo, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak dużo. To są uwarunkowania kulturowe – obecne wszędzie.

To co jest ważne, to uświadomienie sobie, że są to właśnie TYLKO założenia, a nie FAKTY.

Spójrzmy zatem na założenie nr 2.

Czy jest to prawda? Zawsze prawda, w każdych warunkach prawda? Oczywiście nie. Ale załóżmy choć na chwilę, że jest to prawda, to pojawiają się automatycznie kolejne pytania;

  • Jaki jest koszt zabiegania o akceptację społeczną?
  • Jak będę się czuła, gdy praktycznie całkowicie zrezygnuję ze swoich potrzeb?
  • Czy będę w stanie być szczęśliwa, spełniona, spokojna jeśli postawię innych ludzi na pierwszym miejscu, przed sobą?
  • Czy jestem w stanie zawsze sprostać oczekiwaniom otoczenia?
  • Co to znaczy być dobrą żoną, akceptowaną przez otoczenie żoną?
  • Czy jestem w stanie żyć w taki sposób przez następne -naście, -dziesiąt lat?

Przeanalizujemy w taki sam sposób założenie 3

  • Czy stres, w którym żyję obecnie jest większy, mniejszy od stresu związanego ze zmianą?
  • Czy stres, który przeżywam w obecnym małżeństwie jest akceptowalny przez -naście kolejnych lat?
  • Czy stres związany ze zmianą będzie bolesny? Jak bardzo? Skąd wiem, skoro nigdy tego nie przeżyłam?
  • Czy stres związany ze zmianą będzie trwał -naście lat?

To tylko przykładowe pytania, które powinniśmy sobie postawić przy tych założeniach. Rekomenduję zrobić tak z każdym założeniem.

My, w Polsce, mamy tendencję do jak najszybszego rozwiązania konfliktu. W innych kulturach znana jest praktyka „pomyślę nad tym, daj mi trochę czasu” – podczas tego czasu właśnie tak trzeba pomyśleć. Zmierzyć się w pełni z rzeczywistością, obnażyć jej słabości (nieprawidłowe założenia) i znaleźć potencjalne rozwiązania.

Przejdźmy do zdefiniowania założeń otwierających

Oto one:

  1. Tylko pełna naprawa relacji może dać poczucie bezpieczeństwa w tym małżeństwie
  2. Tylko będąc „dobrą żoną” można liczyć na pewną akceptację, trzeba jednak dostosować się do oczekiwań
  3. Zostanę w „znanym piekle” – tylko naprawa związku może zlikwidować to piekło
  4. Tylko naprawa związku spowoduje, że może pojawić się szczęście, co wpłynie na dzieci
  5. Tylko wola obu stron, ciężka praca i otwartość na duże zmiany może dać szansę na naprawienie związku

 

Jaki wniosek płynie z tych założeń?

Tylko ciężka praca obu małżonków może wpłynąć na poprawę jakość związku, relacji. Przez „ciężką pracę” rozumiem ROZMAWIANIE szczere ze sobą. Nazwanie wszystkich problemów i ustalenie konkretnych rzeczy do zrobienia, naprawienia. Tylko tyle i aż tyle.

„A co jeśli tego już próbowałam, wielokrotnie?”

Pamiętajmy, że mamy wpływ tylko na samego siebie. Nie możemy oczekiwać, że nasz małżonek zmieni się dla nas, to musi być jego własna decyzja. Jeśli tego nie chce, to mamy jasną informację. Pytanie, które trzeba sobie postawić, to czy zgodzę na kontynuowanie takiego życia.

Ja chcę jednak przestrzec przed inną wersją. Mężczyźni, dla swojego świętego spokoju, są w stanie obiecać praktycznie wszystko. Powstaje więc pytanie, czy mężczyzna postawi na rozwój, a ważniejsze pytanie jest czy POTRAFI?

Można chcieć, ale zwyczajnie nie potrafić zmienić swoich nawyków, pokonać swoich ograniczeń, zmierzyć się ze swoimi demonami. Bardzo często okazuje się, że bez indywidualnej terapii nie ma co oczekiwać ZMIANY postawy. Kończy się jak zwykle, na słowach, obietnicach, często wzbogaconych o łzy, aby uwiarygodnić swoje dobre zamiary. Po kilku tygodniach, miesiącach zdajemy sobie sprawy, że nie zmieniło się nic.

Terapia dla zdecydowanej większości mężczyzn jest całkowitą abstrakcją, na którą praktycznie nigdy się nie zdecydują. Bądźcie więc ostrożne, drogie Panie – można chcieć, ale nie oznacza to wiedzieć jak. Na końcu zostaniecie z sytuacją, że miną kolejne lata Waszego małżeństwa, które nic nie zmienią – Wasze małżeństwo nadal będzie słabe, czy wręcz złe, a koszty emocjonalne będziecie ponosić Wy i Wasze dzieci.

Możesz się dzielić z innymi tylko tym, co masz. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, będziesz dzielić się nieszczęściem. A kiedy dwie nieszczęśliwe osoby są ze sobą, to ich cierpienie nie podwaja się, lecz staje się kilkakrotnie większe (Osho – Empatia. Najpiękniejszy rozkwit miłości)

Do rozwagi, refleksji…

 

Czy teraz dylemat, konflikt jest już bardziej zrozumiały? Czy analizowaliście swoje konflikty w tak szczegółowy sposób? Czy widzicie nowe obszary, niuanse tego konfliktu, które dopiero teraz wyszły na światło dzienne?

Jeśli tak, to znaczy, że praca została dobrze wykonana. Skoro teraz już rozumiem konflikt, to mogę zacząć szukać jego rozwiązania.

O tym w następnym poście

 

dla M.