Nie jestem Twoją matką

Okres Świąteczny to czas na nadrobienie zaległości w magazynach. I tak wpadła mi w ręce rozmowa z terapeutą Benedyktem Peczko na temat mężczyzny – „synka”, która ukazała się w grudniowym Zwierciadle (12/2016)

Poniższa Gałązka jest moją interpretacją tego wywiadu. Taka uwaga na boku…kiedy robię logiczne gałązki z wywiadów to widać jak na dłoni, że są robione pobieżnie, zbyt ogólnie – czytelnik zostaje z wieloma „dziurami’ w logice, brakuje więc pełnego zrozumienia tematu. Tak było i w tym przypadku – aby gałąź była logiczna musiałem sporo uzupełnić.

Pamiętajcie, że czytamy z dołu do góry, tworząc zawsze zdanie „Jeśli…..(przyczyna)…to…(skutek)”

Kiedy chłopiec w dzieciństwie nie otrzymał wystarczającej ilości troski, czułości, opieki od swojej mamy, i jeśli lista niezaspokojonych potrzeb, których zabrakło w dzieciństwie jest długa, to taki już dorosły mężczyzna będzie szukał kobiety, która zaspokoi te braki, deficyty.

Jeśli znajdzie kobietę, która z kolei ma wyniesione z domu etos opiekowania się mężczyzną, całą rodziną, to z początku wydaję się, że tworzą szczęśliwe małżeństwo.

Taki mężczyzna będzie „kochał” swoją żonę – ale to idzie zawsze w jednym kierunku. Jeśli kobieta, jej potrzeby, nie są traktowane na równi i jeśli taki człowiek potrafi tylko brać, ale nie potrafi dawać, to dość szybko kobieta poczuje, że nie ma oparcia w swoim partnerze.

Jeśli z upływem kolejnych lat widać, że mężczyzna skupiony jest tylko na swoich potrzebach, nie chce tracić swojego błogiego stanu i jeśli mężczyzna będzie stale wywierał presję na większą troskę, zwłaszcza gdy pojawią się wspólne dzieci, to zwyczajnie będzie się czuła przytłoczona ilością opieki, troski, obowiązków, które musi dawać innym.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że próba rozmów o pomoc, partnerstwo ze strony kobiety będzie nieskuteczna – tacy mężczyźni zwyczajnie nie znają koncepcji (modelu) partnerskiego życia. Czasami, cynicznie i świadomie, nie będą chcieli rezygnować ze swoich potrzeb. Innym powodem może być lęk przed wzięciem odpowiedzialności za swoje życie.

Okazuje się, że dopiero groźba zaskoczenia małżeństwa ze strony kobiety jest jedynym sposobem, aby ‘obudzić” takiego mężczyznę. W takich sytuacjach kobiety mogą się spodziewać emocjonalnych szantaży w stylu: „nie potrafię bez Ciebie żyć”, „Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie”, „tak strasznie Cię kocham” – wszystko to jest prawdziwe, ale wg tego samego schematu – tylko w jedną stronę.

Jeśli kobieta będzie wytrwała i zdeterminowana to istnieją dwa scenariusze dalszego przebiegu wydarzeń. Pierwszy, to mężczyzna decyduje się na indywidualną pracę nad swoimi ograniczeniami. I jeśli kobieta jest cierpliwa i może poczekać na jego rozwój, to istnieje szansa na to, że związek uda się uratować.

Drugi scenariusz to pesymistyczna wersja – on czuję lęk przed zmianą i nie podejmuje żadnych kroków. Związek się kończy, choć nie zawsze to oznacza rozwód.

Jeszcze inne rozwiązanie jest takie, że kobieta nie ma sił i cierpliwości, aby czekać na rozwój osobisty męża. Jej niezaspokojone potrzeby przez długie lata też wymagają zadbania – kobieta potrzebuje w końcu żyć dla siebie. Kończy związek i zaczyna samodzielne życie.

A „synek”? Znów mam dwa opcje: najpierw koncentruje się na własnym rozwoju, zmienia swoje życia i znajduje z czasem kobietę z która potrafi już nawiązać partnerską relację. Albo, pesymistyczna wersja, nie robi nic z własnym życiem tylko szuka nowej, kolejnej „mamy”.

Do refleksji:

  • czy w swoim związku widzisz takie zachowania swojego męża?
  • czego się nauczyłaś dzięki takiej relacji?
  • co zamierzasz z tym zrobić w niedalekiej przyszłości?
  • jak zaspokajasz swoje potrzeby (dbasz o siebie)?
Previous Story

«

Next Story

»