Czy zakończyć swoje małżeństwo? Cz. 2

W poprzednim wpisie przedstawiłem konflikt – pokazałem jak rozpocząć dobrą analizę konfliktu, której celem jest pełne ZROZUMIENIE, a dopiero potem szukanie rozwiązania. Obiecałem też, że wejdziemy głębiej w konflikt, jego analizę, bo same wyartykułowanie potrzeb nie jest wystarczające, aby znaleźć dobre rozwiązanie.

To co musimy zrobić w takiej sytuacji to analiza ZAŁOŻEŃ, które mamy dotyczącego swoich żądań i potrzeb. Tutaj muszę jednak zrobić małą pauzę i powiedzieć w dwóch słowach co to są założenia – w naszej kulturze ten temat, obszar, praktycznie nie istnieje i 99% osób w Polsce nie zna i nie rozumie tego zagadnienia – nikogo nie oceniam, po prostu jest to nieobecne w Polsce

Założenie to pewne myśli, skojarzenia, czasami przekonania odnośnie sytuacji, którą obserwujemy. Nasz mózg cały czas podsuwa nam pewne myśli, skojarzenia, oceny – założenia – na temat tej sytuacji, a my później działamy na podstawie tych „myśli”. Problem jest w tym, że najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że te „myśli/założenia” NIE SĄ FAKTAMI. Podejmujemy decyzję na ich podstawie – słowa, czyny – i kiedy ktoś nas pyta dlaczego to zrobiliśmy, to odpowiadamy: „bo wiem”, „bo widziałem”, „bo słyszałem”, „bo znam, bo doświadczyłem” itp., itd. – racjonalizujemy nasze decyzje podjęte na podstawie założeń.

Nasz mózg podsuwam nam cały czas myśli, abyśmy dokonywali skrótów myślowych i szybko podejmowali decyzję – tak nasz umysł jest stworzony i ma to głębokie korzenie w ewolucji, to był i jest nasz mechanizm obronny. Dziś jednak powinniśmy stosować myślenie krytyczne i zakwestionować innych i siebie, pytając: czy na pewno wiem? skąd wiem? Jakie mam dowody? Czy rzeczywiście mam wszystkie informacje na ten temat? Gdzie je mogę zdobyć? Itp., itd.

To tyle, co mogę teraz o tym powiedzieć – to jest temat na kilkugodzinne szkolenie, podczas którego dokładnie wyjaśniam i ćwiczę z uczestnikami. W tej chwili mogę zaprosić tylko do lektury moich postów – poprzez wiele przykładów zobaczycie proces analizy założeń i jak są one ważne w naszym codziennym życiu, zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych.

Wracając do naszego tematu…

W dzisiejszym poście zajmę się górną częścią naszego konfliktu, w kolejnym, jego dolną częścią.

Chcę zakończyć małżeństwo, a moimi potrzebami za tą decyzją są: poczucie wolności, szacunku dla siebie, zadbanie o siebie, własne szczęście (nowy związek), obdarowanie szczęściem swoich dzieci.

Teraz naszym zadaniem jest zdefiniować założenia, które są pomiędzy tymi dwoma obszarami.

Założenia ograniczające – czyli takie, które mam w tej chwili, które ograniczają moje myślenie i działanie:

  1. Tylko odejście od męża zapewni mi szczęście naprawdę?
  2. Tylko zakończenie małżeństwa da mi możliwość skoncentrowania się na sobienaprawdę?
  3. Tylko rozwód da mi możliwość uszanowania swoich potrzebczy rzeczywiście?
  4. Tylko rozwód da mi możliwość stworzenia nowego związku i bycia szczęśliwym – naprawdę?
  5. Będąc sama lub w nowym związku będę spokojniejsza i szczęśliwsza – będę lepszą matką – naprawdę?

To założenia, argumenty logiczne, stojące za żądaniami.

Następnym krokiem jest sprawdzenie czy są prawdziwe (aktualne):

  • Pełna prawa, zawsze prawda – (+ + )
  • Czasami prawda – ( – +)
  • Całkowita nieprawda – (- -)

Żadne z naszych pięciu założeń nie jest w pełni prawdziwe.

Co oznacza, że się mylimy, że nie jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażamy. Oznacza to, że istnieje bardzo duże ryzyko, że jeśli podejmiemy decyzje o odejściu od męża na podstawie tych nieprawdziwych założeń, to prawie na pewno spotkają nas niedługo negatywne konsekwencje tej decyzji. Aby tak się nie stało, musimy przejść do trzeciego kroku, czyli zdefiniowania nowych założeń otwierających, które otworzą nas na jakieś nowe działania, twórcze, konstruktywne.

Oto one:

  1. Tylko wtedy, gdy potrafisz znaleźć szczęście w sobie
  2. Tak, ale jeśli będziesz świadoma co zrobić z tą wolnością, jak dobrze zadbać o siebie
  3. Tylko wtedy, jeśli będziesz świadoma swoich potrzeb i tylko wtedy, gdy będziesz wiedziała jak je zaspokajać
  4. Da możliwość nowego związku, ale tylko pracując nad sobą i nową związkiem stwarzam szanse na powodzenie nowej relacji
  5. Tak, ale tylko wtedy, gdy świadomie zadbasz o swoje potrzeby i poczujesz swoje własne szczęście i będziesz wiedziała jak przekazać ten spokój i szczęście na własne dzieci

W myśleniu krytycznym najważniejsza jest postawa „zatrzymaj się i pomyśl” – tu widać jak na dłoni, że dopiero gdy się zatrzymasz, przeanalizujesz własne założenia, to dopiero wtedy dojdziesz do wniosku, że odejście od męża nie jest rozwiązaniem samym w sobie. Najpierw musisz dokonać zmiany w sobie.

Jeśli tego nie zrobisz, to zwyczajnie zmarnujesz wolność, którą odzyskasz i istnieje duże ryzyko, że będziesz żałowała tego kroku. To zaś może Cię pchnąć w nowe, pewnie nawet gorsze, relacji z nowymi partnerami.

Zanim więc zdecydujesz się na odejście od męża, to poświęć czas i swoją energię na poznanie samej siebie – Kim jestem? Czego potrzebuję? Czym jest dla mnie szczęście? W jakich warunkach czułam się ostatnio szczęśliwa i co mogę zrobić, aby znów tak się poczuć? Bez czego nie mogę obejść się w moim życiu? Takich pytań są dziesiątki – ale trzeba wszystkie je wyartykułować i szczerze na nie odpowiedzieć. (zobacz więcej – post o potrzebach)

To może zająć trochę czasu, ale to inwestycja, która będzie się spłacała przez długie lata – co mamy do stracenia?

Uwaga! Jeśli jesteś w złym, toksycznym, destrukcyjnym związku, to oczywiście trzeba go szybko przerwać, zakończyć. Ale zanim wejdziesz w nowy związek musisz przepracować wszystkie te rzeczy, w swoim sercu i swojej głowie.

 

Do refleksji:

  • Czy jesteś osobą, która szuka szczęścia na zewnątrz czy wewnątrz?
  • Czy znasz swoje potrzeby, wiesz jak zadbać o siebie, jak dać sobie samej szczęście?
  • Spróbuj zdefiniować swoje osobiste założenia i spójrz na krytycznie – czy są prawdziwe? Co należy w nich zmienić?

 

dla M.

Czy zakończyć swoje małżeństwo?

Od dziś rozpoczynam nowy rozdział postów na moim blogu. Dotychczas były to wpisy, w formie gałązek, których celem było pokazanie sytuacji. Bez emocji, chłodno, logicznie, ale prawdziwie.

Od teraz zacznę analizować konflikty, które pojawiają się w tych sytuacjach życiowych. Zajmuje się analizą „sytuacji życiowych” narzędziami TOC od wielu lat i „muszą” mi Państwo wierzyć na słowo, że jeśli sytuacja kończy się negatywnie to znaczy, że gdzieś leży nierozwiązany konflikt. Bardzo często nie zdajemy sobie z niego sprawy. Ale zdarza się również tak, że często jesteśmy jego świadomi, ale nie chcemy go rozwiązać – przez lęk przed konsekwencje, które rozwiązanie konfliktu może przynieść.

Posty, które do tej pory stworzyłem bardzo często pokazywały negatywne skutki codziennych sytuacji w związku – kończyły się źle. Praktycznie w każdej tej sytuacji mamy do czynienia z przynajmniej jednym konfliktem, czasami kilkoma. Niezauważone czy nierozwiązywane tworzą w konsekwencji negatywne skutki. W kolejnych postach będą właśnie nawiązywał do tych sytuacji (postów) pokazując i analizując zawarte tam konflikty. Wierzę, że w ten sposób w pełni zaprezentują temat i pokażę, ile niuansów kryje się pod postacią, wydawałoby się, prostej historii.

Aby wyjaśnić proces analizowania konfliktów i ich próby rozwiązania wezmę dziś na tablicę konflikt, który ma chyba 100% par – prędzej czy później, to pytanie pada:

Czy powinnam zakończyć swoje małżeństwo?

Przyjmuję, że będę analizował ten i kolejne konflikty ze strony kobiety. Dlaczego? Bo w polskiej kulturze mężczyznom jest łatwiej…choćby zakończyć małżeństwo i szybko związać się z nową partnerką czy dotychczasową kochanką. Kobietom „to nie przystoi”, stąd więc dużo więcej ograniczeń, które kobiety napotkają na swojej drodze. Postaram się z nimi rozprawić, pokazując ich błędne wnioskowanie, błędne założenia. Mam cichą nadzieję, że kobiety po analizie znajomych sobie sytuacji, pokazanych zupełnie w innym ujęciu będą w stanie wyjść z zaklętego kręgu niemocy i lęku przed otoczeniem.

Dziś pierwsza część analizy tego konfliktu.

Jedna uwaga. Pracując z konfliktem i stosując myślenie krytyczne koncentrujemy się przede wszystkim na PEŁNYM zrozumieniu konfliktu, a nie na szukaniu szybkiego rozwiązania. Konflikt, który dziś wziąłem pod analizę należy do tych najtrudniejszych, dlatego jego analiza jest złożona, a rozwiązanie może pojawi się dopiero na samym końcu procesu. Zapraszam jednak wszystkich do lektury, gwarantuję Wam naukę na całe życie.

Do analizy posłuży mi drugie narzędzie TOC – Chmurka.  Wygląda tak:

 

Jak się tworzy?

Od prawej do lewej czyli…

„Chcę zakończyć małżeństwo” a z drugiej strony tego „nie chcę”. Aby zrozumieć dlaczego tak chcę/nie chcę, musimy zdefiniować potrzeby. I tak, chcę zakończyć małżeństwo, bo mam następujące potrzeby:

  • Wolność – to wg Osho, najważniejsza potrzeba człowieka. Małżeństwo ze swojej natury od razu zabiera nam wolność. Każdy kto tkwił czy nadal tkwi w złym małżeństwie pierwszą rzeczą jaką pragnie, tęskni, płacze do jest WOLNOŚĆ
  • Szacunku dla siebie – jeśli stawiałam dobro małżeństwa, męża, rodziny, dzieci przed sobą, to ta potrzeba na pewno jest całkowicie niezaspokojona od wielu lat
  • Zadbania o siebie – podobnie jak wyżej, ale tu może pojawić się wiele szczegółowych potrzeb, takich jak: samorealizacji, docenienia, poczucia własnej wartości, akceptacji, miłości (z innym człowiekiem), bezpieczeństwa emocjonalnego, itp. każdy człowiek, każda sytuacja jest inna, zachęcam więc do spokojnego zdefiniowania swoich niezaspokojonych potrzeb
  • Własne szczęście – nie mam go tu, w starym związku. Potrzebuję kochać i być kochana, każdy zasługuje na miłość i szczęście. To jedna z najważniejszych potrzeb nas, ludzi – każdy człowiek MA PRAWO domagać się jej zaspokojenia
  • Dania szczęście swoim dzieciom – jeśli nie masz miłości, szczęścia w sobie, to nie możesz jej dać nikomu innemu. To bardzo często pomijana lub zwyczajnie niezarozumiała potrzeba. Będąc wolna, zakochana, szczęśliwa mam szansę dać szczęście moich dzieciom.

To teraz spójrzmy na potrzeby za pozostaniem w małżeństwie – każdy konflikt/dylemat wewnętrzny ma przynajmniej dwie strony konfliktu. Trzeba z taką samą uważnością przyjrzeć się drugiej stronie:

  • Bezpieczeństwo – znane jest zawsze bardziej bezpieczne. Wyjście ze strefy komfortu dla większości ludzi jest już trudnością nie do przeskoczenia, jest to tak naprawdę właśnie lęk przed utratą właśnie bezpieczeństwa, lęk przed zachwianiem się, straceniem równowagi. W obszarze bezpieczeństwa możemy wyszczególnić kilka szczegółowych potrzeb, takich jak: finanse, opieka nad dziećmi. To już do osobistej analizy.
  • Akceptacji społecznej – tak, tu często leży „pies pogrzebany” – w naszej kulturze kobieta odchodząca od męża jest ta gorsza, jest tą ladacznicą, tą złą. W mniejszych miejscowościach temat praktycznie nie istnieje, bo taka kobieta byłaby skazana na wieczne potępienie. Ale w dużych miastach nadal stanowi to główny problem, główną przeszkodę. Odrzucenie przez rodzinę, przez znajomych, przyjaciół – to dość często spotykane skutki uboczne rozwodu. Tym tematem zajmę się więcej w kolejnym wpisie.
  • Ochrony przed stresem – rozwód, wg wielu badań jest drugim najbardziej stresującym wydarzeniem w naszym życiu (po śmierci bliskiej osoby). Tak, to na pewno stres. Dla małżonków, dla dzieci. Potrzeba ochrony siebie i dzieci staje się tu więc naturalną i zrozumiałą sytuacją. W Polsce też częściej słyszy się o tych złych rozwodach, trudnych sprawach sądowych, bataliach o dzieci czy pieniądze.
  • Bezpieczeństwo dla dzieci – naturalna potrzeba rodzica jest ochrona własnego dziecka przed stresem, przed zagrożeniem. Taka potrzeba więc pojawi się praktycznie zawsze w trakcie zastanawia się nad tym dylematem
  • Uratowanie małżeństwa – wpisałem te potrzebę, gdyż jeśli w ogóle się zastanawiamy nad tym dylematem to ta kwestia, potrzeba musi się pojawić. Dla wielu dorosłych ludzi małżeństwo kojarzy się z „porażką”, z poczuciem własnej winy, własnej ułomności. Dlatego tez wiele osób próbuje wielokrotnie uratować zagrożone małżeństwo – jest to znów naturalna potrzeba.

Wspólny cel? To co chce osiągnąć w tej sytuacji – być szczęśliwa. To nie jest oczywiście rozwiązanie, ale cel do którego dążymy.

 

Mam nadzieję, że konflikt teraz jest bardziej zrozumiały. Po dobrym rozpisaniu potrzeb (spokojnej, głębokiej refleksji) prawie na pewno osiągniemy stan, w którym czujemy się gorzej niż przed rozpoczęciem procesu. Dlaczego tak się dzieje?

Bo wszystkie potrzeby są DOBRE, wszystkie zasługują na zaspokojenie. Ale trudno jest zaspokoić równocześnie 10 potrzeb, nieprawdaż?

Jak więc to rozwiązać?

Zatrzymajmy się na chwilę przy konflikcie. Co to jest? Zobaczcie dostępne definicje, np. w Wikipedii. Ja chcę Wam podać trochę inną – konflikt to sytuacja  w której potrzeby jednej lub obu stron NIE SĄ ZASPOKAJANE przez dłuższy czas. Kiedy tak się dzieje, to jest chęć (żądanie) jak najszybszej jej zaspokojenia. Przy tej chęci pojawiają się emocje, jeśli chęć nie zostanie zrealizowana to emocje rosną – konflikt gotowy. W swojej codzienności koncentrujemy się jednak właśnie na tych chęciach (żądaniach) a nie na potrzebach, które są ukryte, niewidoczne, ale to one są prawdziwymi sprawcami tej konfliktowej sytuacji.

Jeśli więc chcemy dobrze rozwiązać konflikt i mamy do tego odpowiednie narzędzia i jeśli stosujemy postawę myśliciela krytycznego to…powinniśmy koncentrować się tylko na potrzebach.

Czasami, w prostszych konfliktach, po takim rozpisaniu Chmurki od razu widać co należy zrobić, aby szybko zaspokoić potrzeby i zakończyć konflikt.

Przy dużych, trudnych, wieloletnich konfliktach ta sztuka nie jest już taka prosta. Jak widać na tym przykładzie – po rozpisaniu wszystkich potrzeb znalezienie rozwiązanie wydaję się jeszcze trudniejsze niż myśleliśmy na początku. Praktycznie wszystkie te potrzeby przez wiele lat są, były odłożone na bok…teraz więc wszystkie wydają się ważne, najważniejsze.

W kolejnym części pokażę jak sobie radzimy z tym problemem. Jest na to narzędzie, sposób, które w jasnym świetle pokazuje wszystkie nasze błędne założenia, przekonania dotyczące tego, jak innych konfliktów.

Do refleksji:

  • czy stałaś przed takim konfliktem? Jak go rozwiązałaś?
  • czego możemy się nauczyć o sobie po takiej analizie potrzeb?
  • czy jesteś świadoma swoich potrzeb podczas analizowania swoich konfliktów?
  • czy jest sens tak analizować konflikty?

 

Dla M.

Nie jestem Twoją matką

Okres Świąteczny to czas na nadrobienie zaległości w magazynach. I tak wpadła mi w ręce rozmowa z terapeutą Benedyktem Peczko na temat mężczyzny – „synka”, która ukazała się w grudniowym Zwierciadle (12/2016)

Poniższa Gałązka jest moją interpretacją tego wywiadu. Taka uwaga na boku…kiedy robię logiczne gałązki z wywiadów to widać jak na dłoni, że są robione pobieżnie, zbyt ogólnie – czytelnik zostaje z wieloma „dziurami’ w logice, brakuje więc pełnego zrozumienia tematu. Tak było i w tym przypadku – aby gałąź była logiczna musiałem sporo uzupełnić.

Pamiętajcie, że czytamy z dołu do góry, tworząc zawsze zdanie „Jeśli…..(przyczyna)…to…(skutek)”

Kiedy chłopiec w dzieciństwie nie otrzymał wystarczającej ilości troski, czułości, opieki od swojej mamy, i jeśli lista niezaspokojonych potrzeb, których zabrakło w dzieciństwie jest długa, to taki już dorosły mężczyzna będzie szukał kobiety, która zaspokoi te braki, deficyty.

Jeśli znajdzie kobietę, która z kolei ma wyniesione z domu etos opiekowania się mężczyzną, całą rodziną, to z początku wydaję się, że tworzą szczęśliwe małżeństwo.

Taki mężczyzna będzie „kochał” swoją żonę – ale to idzie zawsze w jednym kierunku. Jeśli kobieta, jej potrzeby, nie są traktowane na równi i jeśli taki człowiek potrafi tylko brać, ale nie potrafi dawać, to dość szybko kobieta poczuje, że nie ma oparcia w swoim partnerze.

Jeśli z upływem kolejnych lat widać, że mężczyzna skupiony jest tylko na swoich potrzebach, nie chce tracić swojego błogiego stanu i jeśli mężczyzna będzie stale wywierał presję na większą troskę, zwłaszcza gdy pojawią się wspólne dzieci, to zwyczajnie będzie się czuła przytłoczona ilością opieki, troski, obowiązków, które musi dawać innym.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że próba rozmów o pomoc, partnerstwo ze strony kobiety będzie nieskuteczna – tacy mężczyźni zwyczajnie nie znają koncepcji (modelu) partnerskiego życia. Czasami, cynicznie i świadomie, nie będą chcieli rezygnować ze swoich potrzeb. Innym powodem może być lęk przed wzięciem odpowiedzialności za swoje życie.

Okazuje się, że dopiero groźba zaskoczenia małżeństwa ze strony kobiety jest jedynym sposobem, aby ‘obudzić” takiego mężczyznę. W takich sytuacjach kobiety mogą się spodziewać emocjonalnych szantaży w stylu: „nie potrafię bez Ciebie żyć”, „Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie”, „tak strasznie Cię kocham” – wszystko to jest prawdziwe, ale wg tego samego schematu – tylko w jedną stronę.

Jeśli kobieta będzie wytrwała i zdeterminowana to istnieją dwa scenariusze dalszego przebiegu wydarzeń. Pierwszy, to mężczyzna decyduje się na indywidualną pracę nad swoimi ograniczeniami. I jeśli kobieta jest cierpliwa i może poczekać na jego rozwój, to istnieje szansa na to, że związek uda się uratować.

Drugi scenariusz to pesymistyczna wersja – on czuję lęk przed zmianą i nie podejmuje żadnych kroków. Związek się kończy, choć nie zawsze to oznacza rozwód.

Jeszcze inne rozwiązanie jest takie, że kobieta nie ma sił i cierpliwości, aby czekać na rozwój osobisty męża. Jej niezaspokojone potrzeby przez długie lata też wymagają zadbania – kobieta potrzebuje w końcu żyć dla siebie. Kończy związek i zaczyna samodzielne życie.

A „synek”? Znów mam dwa opcje: najpierw koncentruje się na własnym rozwoju, zmienia swoje życia i znajduje z czasem kobietę z która potrafi już nawiązać partnerską relację. Albo, pesymistyczna wersja, nie robi nic z własnym życiem tylko szuka nowej, kolejnej „mamy”.

Do refleksji:

  • czy w swoim związku widzisz takie zachowania swojego męża?
  • czego się nauczyłaś dzięki takiej relacji?
  • co zamierzasz z tym zrobić w niedalekiej przyszłości?
  • jak zaspokajasz swoje potrzeby (dbasz o siebie)?