Smutne związki

Dziś pokaże negatywne skutki trwania w zależnym związku, w sytuacji gdy partnerzy nie są świadomi swoich potrzeb i działań.

 

Jeśli tkwimy już od wielu lat w zależnym związku (o takich związkach pisałem w pierwszych postach) i jeśli oboje partnerzy są słabymi osobami („słabymi”-mam tu na myśli brak świadomych, zdecydowanych działań), to wszystko na to wskazuje, że oboje tkwią w związku, który już dawno przestał się rozwijać, w którym „udało się zbudować” pewnego rodzaju grę pozorów.

Jeśli partnerzy mają swoje nieprzepracowane lęki, ograniczenia pochodzące z dzieciństwa, rodzin, itp. i jeśli czerpią osobiste „korzyści” z trwania w takim związku, to prawie na pewno powtarzają schematy złych, może nawet toksycznych związków. Cały czas też budują dalsze zależności od siebie – w tym negatywnym znaczeniu.

obraz19

 

Z upływem czasu niezaspokojone potrzeby i dość mało ciekawa codzienność dają się we znaki i często mamy poczucie nieszczęścia – w związku jak i w życiu osobistym. Dlatego tez od czasu do czasu pojawia się zryw i próbujemy coś zmienić.

Jeśli jednak partnerzy nie są świadomi swoich potrzeb, nie potrafią ze sobą rozmawiać o potrzebach związku, to bardzo prawdopodobne, że rozmowy kończą się fiaskiem, a bardziej kolejnym niezrozumieniem, kłótniami, pretensjami, obwinianiem. Z czasem uczymy się, że bezpieczniej jest nie rozmawiać, a tylko trwać, wykonywać „swoją pracę”.

Z czasem, wieloletnim tkwieniu, uwięzieniu w takich związkach słabsze osoby mają myśli samobójcze, poczucie całkowitego poddania się, rezygnacji, życia jak zombie. Dlaczego tak się dzieje?

Bo nasze potrzeby: wsparcia, wspólnoty, kontaktu z innymi, towarzystwa, bliskości, dzielenia się: smutkami i radościami; talentami i zdolnościami, więzi, uwagi, bycia wziętym pod uwagę, bezpieczeństwa emocjonalnego, szczerości, empatii, współzależności, szacunku, równych szans, bycia widzianym, zrozumienia i bycia zrozumianym, zaufania, ciepła, otuchy, miłości, intymności – żeby wspomnieć tylko niektóre – są niezaspakajane od lat. A to prowadzi do naprawdę katastrofalnych skutków.

 

Do refleksji:

  • Czy Twój związek ma takie cechy?
  • Jeśli tak, to dlaczego?
  • Jeśli nie, to co robicie inaczej?
  • Co zrobisz jutro, aby zmienić niekorzystną sytuację?

 

 

 

Romans…i co dalej(2)

Dziś wracam do tematu „romansu” – do pozycji wyjściowej – dla przypomnienia zobacz jeszcze raz

 

Jak mówią praktycznie wszyscy terapeuci małżeństw romans może być szansą, może też być zagrożeniem dla związku. Zobaczmy jak to przebiega w pierwszej wersji  – negatywnej

Jeśli jesteśmy w trakcie romansu i jeśli nasz partner (mąż) już o tym wiem, i jeśli ta sytuacja rozpatrywana jest jako kryzys, zagrożenie, nieszczęście to prawie na pewno pojawi się konflikt w małżeństwo, obwinianie i będą temu towarzyszyły silne emocje.

Jeśli do tej pory nie potrafiliśmy (i nadal nie potrafimy) rozmawiać z partnerem, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ta sytuacja oznacza koniec relacji. Ale nie musi to oznaczać końca związku małżeńskiego.

Jeśli z powodów kulturowych, obyczajowych, społecznych płynie presja, że nie ma miejsca na rozwód, to zostaje trwać w małżeństwie, ale wiąże się to z wieloletnim smutkiem, frustracją, samotnością, itp

obraz18

 

Jeśli patrzysz na romans jako możliwość, to pewnie odczuwasz chęć zrobienia coś z tym – przepracowania tego z mężem, może rozpoczęcia nowego etapu w związku.

Jeśli jednak masz złe doświadczenia w wcześniejszych prób prowadzenia rozmów o Waszej relacji, potrzebach, rozwoju związku i podjęte już próby też były negatywne, to może się okazać, że szybko będziesz zniechęcona do dalszych prób naprawienia sytuacji. Nasza zwykła i naturalna potrzeba „świętego spokoju” będzie nas zachęcała do odwlekania kolejnych prób dyskusji na ten temat.

W takiej sytuacji dość często spotyka się więc różnego rodzaju prowokacje, których celem jest zmuszenie partnera albo do poważnej pracy, albo rozstania się. Życie jednak nie jest tak proste i nie układa się tak, jak byśmy sobie tego zażyczyli –  często takie sytuacje nie przynoszą pozytywnego skutku, jakim byłaby jakaś poważna rozmowa o rozstaniu lub pracy nad naprawą związku.

Jeśli kobieta nie czuje się silna, aby zakończyć samodzielnie taki związek, to bardzo często decyduje się na czekanie z nadzieję, że może zdarzy się jakiś cud, np.: mąż zakocha się w innej kobiecie i sam odejdzie. Czasami kobiety decydują się na opcje „odejdę jak dzieci dorosną”.

We wszystkich tych przypadkach decydujemy się na życie, w którym będzie brakowało radości z trwania w takim związku. Decydujemy się na rezygnację z naszych potrzeb – czy jest to dobre i skuteczne rozwiązanie?

Do refleksji:

  • Czy byłaś lub jesteś w takiej sytuacji Waszego związku? Może znasz kogoś, kto doświadcza takiej sytuacji?
  • Co robiłaś, aby zmienić taką sytuację?
  • Czy widzisz, co mogłabyś zrobić inaczej?
  • Czy trwanie w takiej relacji ma więcej pozytywów czy negatywów?

Czy mój związek jest dobry – cz. 3

Wracam jeszcze do tematu samodzielnego zdiagnozowania czy jestem, trwam w dobrym czy złym związku. Dziś kilka symptomów, które w sumie wskazują, że jest źle.

Przyjrzyjmy się następującej sytuacji.

Jeśli zdajesz sobie sprawy, że już od jakiegoś czasu nie jesteś priorytetem dla swojego partnera, to Twoja potrzeba zauważenia, akceptacji jest niezaspokojona.

Jeśli tak się dzieje, to wszystko na to wskazuje, że Ty, czy ogólnie Wasz związek, nie jest też celem na przyszłość dla Twojego partnera – mało lub wcale już nie rozmawiacie o przyszłości, nie snujecie wspólnych planów, nie pracujecie nad rozwojem Waszego związku. W takiej sytuacji Twoja potrzeba wspólnoty, rodziny, dbania o ciepło domowe jest prawdopodobnie w dużym zagrożeniu.

obraz17

 

Jeśli te dwa pierwsze wątki mają miejsce, to prawie na pewno, już od dawna, nie robicie przyjemnych rzeczy wspólnie – nie mówię tu o tygodniowych zakupach, obowiązkowych wizytach u rodzin, czy codziennych obowiązków związanych z dziećmi. Zwyczajnie już dawno nie zrobiliście czegoś miłego dla Was – kolejna potrzeby są więc niezaspakajane: potrzeba bliskości, radości, rozwoju związku.

Jeśli tak jest, to wielce prawdopodobne jest to, że jest go mało w domu – wtedy Twoja potrzeba współdzielenia, współodpowiedzialności czy zwykłego towarzystwa, też już dawno leży odłogiem.

Jeśli już od dłuższego czasu masz poczucie, że dajesz dużo więcej niż dostajesz, to niezaspokojona potrzeba równowagi w związku będzie Ci mówiła, że tak nie powinno być.  Jeśli jesteś w tym związku głównie dlatego, że boisz się samotności, to prawie na pewno od dłuższego czasu nie jesteś szczęśliwa w tym związku,  masz wątpliwości na temat jego przyszłości, może już odważnie myślisz o jego zakończeniu.

 

Do refleksji:

  • Jak dużo niezaspokojonych potrzeb z tego opisu znalazłaś u siebie?
  • Czy jesteś świadoma wszystkich potrzeb, których nie zaspakajasz w tym związku?
  • Co zrobiłaś w przeszłości, aby to zmienić?
  • Co możesz zrobić jutro?
  • Czy są jakieś potrzeby, które masz zaspakajane w tym związku?

Z życia wzięte – 1

Dzisiejszy post, a bardziej gałązka poniżej, jest zbudowana na bazie prawdziwej historii, nadesłanej mi przez czytelniczkę – dziękuję bardzo za podzielenie się ze mną i z innymi osobami.

 

Dla lepszego zrozumienia historii opiszę ją w pierwszej osobie.

Jeśli na początku byłam zakochana i całkowicie ufałam mężowi, ale jeśli mąż był bardzo związany ze swoją matką, to w naszym związku, od początku, była ona obecna i mocno wtrącała się do naszego życia.

Jeśli mój mąż był moim pierwszym partnerem, to z wielu rzeczy zupełnie nie zdawałam sobie sprawy – codziennych relacji z teściową, co jest dobre, a co złe, co jest normą, a co przekroczeniem granicy.

Od początku byłam przeciwnikiem dla teściowej. Dlatego też, w ciągu krótkiego czasu, i w ramach różnych intryg, zostałam odcięta od przyjaciół i od rodziny.

Wszystko to spowodowało, że dość szybko byłam skazana tylko na męża i jego rodzinę. Zostałam sprowadzona do roli służącej i opiekunki.

 

obraz1

W tym czasie byłam zupełnie nieświadoma swoich potrzeb. Nie potrafiłam również rozmawiać z mężem o naszym związku, o naszych indywidualnych potrzebach. W naszej rodzinie pojawiło się tez małe dziecko.

Z tych dwóch powodów nie byłam w stanie samodzielnie zmienić swojej sytuacji.

Sytuacja ta trwała wiele lat, a ja czułam się samotna i nieszczęśliwa.

 

Do refleksji:

  • Czy wyszłaś za mąż znając w pełni sytuację domową swojego przyszłego męża?
  • Czy gdy wychodziłaś za mąż to miałaś szansę wcześniej dobrze go poznać?
  • Czy zakochanie się jest wystarczającym warunkiem, aby związać się z kimś na stałe?
  • Czy sytuacja taka zdarza się często osobom wokół Ciebie?
  • Co można zrobić, aby nie wpaść lub przerwać taką złą sytuację?